Zygmunt Jan Prusiński
W SZCZELINIE NADAJĘ WAŻNOŚĆ
Biorę ciebie na ręce i niosę
do otwartych ogródków, gdzie zapach
unosi się, tańczą motyle,
czasem szpak pozdrowi nas...
Przechodzę dyskretnie
nad poziomem ciszy, zbieram poziomki,
karmię cię nimi , byś zawierzyła.
w tobie lekkość ujarzmienia,
Opacznie buduję w tobie lekkość
ujarzmienia, tak trzeba czynić,
byś odfrunęła w spokojny sen,
a nazajutrz przygotowała mi kawę
i z uśmiechem przyniosła mi do łóżka.
Ludzie boją się miłości,
a jej łakną - pragną, oczekują,
a kiedy coś podobnego nastąpi, dostają drgawek.
Nieufność brzęczy, pokrywa się rdzą,
metaliczny dźwięk jest silniejszy -
a trzeba kochać się codziennie.
|