Kilkakrotnie starałem się zwrócić uwagę na czysto propagandowy charakter twórczości "wybitnych artystów": epoki PRL-u.
W rezultacie czego - temat fałszowania historii w utworach literackich i filmach tamtej epoki - na nowo zainteresował niezależnych publicystów.
Jednak w mojej pamięci zachowały się również pozytywne odczucia - związane z produkcją filmową lat sześćdziesiątych.
Są one jednak bardzo odmienne - od wspomnień innych osób.
Na przykład - nie znosiłem nigdy prostackiej egzaltacji Kaliny Jędrusik.
Irytowali mnie "wybitni" aktorzy tamtych czasów.
A krytycy filmowi wyrażają dokładnie odwrotne opinie.
Dlatego zechciałem zweryfikować swoją pamięć.
Odszukałem więc na YT film z serii "Kapitan Sowa na tropie".
Dochodząc do końca jednego z odcinków pomyślałem sobie, że "mój gust chyba nie poprawił się zbytnio", bo i dzisiaj uznałem ten film - za całkiem sprawną wariację - na temat angielskich kryminałów.
Oczywiście, oceniłem to w odniesieniu do tamtych realiów cenzorskich.
I na tym mógłbym postawić kropkę - gdybym w pewnym momencie nie przeczytał nazwiska reżysera filmu.
A był nim Stanisław Bareja.
Tego - oczywiście nie pamiętałem.