ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Empatia św. Jana Pawła II  
14 październik 2018      Paweł Ziółkowski
Kiedy skończyła się demokracja? 
18 styczeń 2023      Artur Łoboda
Już wiem dlaczego 1,6 mln ludzi podpisało się na listach poparcia kandydata Trzaskowskiego 
26 czerwiec 2020      Alina
Kolejne motywy napaści „Wolnego Świata” na Libię 
6 kwiecień 2011      Gasienica
Oni pierwsi winni stanąć przed Sądem 
3 wrzesień 2020     
Zaginiony 
18 październik 2010      Goska
Obligacje Credit Suisse BAIL-IN dowodzą, że cały zachodni system finansowy to wielkie oszustwo 
26 marzec 2023     
Czy wynalazki cywilizacji Nas zabiją?  
18 styczeń 2021     
Dość nieprawości 
19 kwiecień 2017      Czesław Bielecki
Trzecia siła polityczna w Polsce 
7 maj 2015      Artur Łoboda
Króle Srule i koszerna husaria 
11 listopad 2014      www.polskawalczaca.com
Marzenie młodego pokolenia kim chce być jak dorośnie: "Chcę być mordercą!" - chłopczyk na żywo w TVN 
8 luty 2019      Alina
Przewodnik pt. „Telefoniczna kopalnia informacji” 
6 marzec 2014      www.polskawalczaca.com
Immunitet sejmowy nie chroni przed odpowiedzialnością za przestępstwo kryminalne  
27 styczeń 2022     
18 lipca 2013 
18 lipiec 2013      Artur Łoboda
Fundacja Kwaśniewskiej 
6 grudzień 2016     
"Praca czyni wolnym" 
21 grudzień 2009      Artur Łoboda
"Nawet sprzeciw polityczny można sklasyfikować jako terroryzm”  
10 maj 2021     
Merytorycznie czy kurtuazyjnie. 
25 listopad 2010      Bogusław
Każdy mierzy swoją miarą 
9 listopad 2020      Artur Łoboda

 
 

Patriotyzm poezji

Płoniemy, a nie giniemy



Z Wojciechem Wenclem, poetą, laureatem tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Agnieszka Żurek

11 listopada odebrał Pan Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza za „De profundis”. Po raz pierwszy nagroda ta została przyznana za tomik poetycki. Na medalu, który został Panu wręczony, widnieje cytat z Józefa Mackiewicza – „Jedynie prawda jest ciekawa”. Tylko poezja poszukująca prawdy może być autentyczna?
- Myślę, że szczególnie dotyczy to poezji. W prozie dążenie do prawdy często sprowadza się do realizmu, obyczajowego czy historycznego, który jest cenny dla kultury, ale rejestruje jedynie powłokę rzeczywistości. Dojrzała poezja sięga głębiej, do samej istoty bytu. Zwykle posługuje się zmysłowym konkretem, ale zarazem posiada wymiar metafizyczny. Nawet gdy odnosi się do faktów historycznych, jednocześnie dotyka tajemnicy istnienia, cierpienia, dobra i zła. Nieco uogólniając, można powiedzieć, że jeśli powieściopisarz przedstawia losy człowieka czy narodu, to poeta próbuje opisać ich duszę. Jedno i drugie świadectwo prawdy jest bardzo potrzebne, zwłaszcza tu i teraz, w Polsce – jak to ujmuje Jarosław Marek Rymkiewicz – nierzeczywistej, zredagowanej przez media. Trzeba jednak pamiętać, że ta nierzeczywistość jest dużo starsza niż współczesne media. Na przykład Thomas Stearns Eliot w „Ziemi jałowej” z 1922 r. pisał o Londynie jako Nierzeczywistym Mieście. W każdym społeczeństwie, gdzie ludzie tracą absolutny punkt odniesienia, życie staje się wegetacją bez znaczenia, kontrolowaną przez fantomy. Wolna literatura jest dziś jedną z ostatnich redut prawdy o Bogu, człowieku i konsekwencjach jego wyborów.

Czy Pana zdaniem, w świecie poezji, podobnie jak w życiu duchowym, istnieją „błędne ogniki”, zjawy prowadzące na manowce, a podające się za przewodników? Jakie niebezpieczeństwo kryje się w deprecjonowaniu roli poezji bądź próbach jej infantylizowania czy też zamknięcia w „getcie estetyki”?
- Takich „błędnych ogników” jest bardzo wiele. Choćby przekonanie, że poezja to wyłącznie język, izolujące ją od realnego życia i redukujące autora do roli kuglarza słów. Wielu współczesnych poetów wierzy, że projekcje ich umysłu mają wartość autonomiczną. Tymczasem jej główną wartością jest zdolność do opisywania autentycznych ludzkich doświadczeń w taki sposób, żeby czytelnicy czerpali z tego piękno, nadzieję, poczucie sensu świata i własnej godności. Język jest ważny jak glina dla garncarza, ale jeśli się go absolutyzuje, staje się jałowy. Po drugie, całkowita eliminacja mowy wysokiej, która jest naturalnym językiem śmierci, miłości, wiary. Po trzecie, kult oryginalności. Niektórzy sądzą, że uda się im stworzyć coś zupełnie nowego. Ale oryginalność w literaturze osiąga się nie przez błysk geniuszu, lecz przez wierność prawdzie. Trzeba wyruszyć w drogę do źródeł polszczyzny po śladach dawnych poetów, zaczerpnąć stamtąd żywej wody, a potem długo wracać, wydeptując własną ścieżkę, która miejscami łączy się z innymi ścieżkami, potem znów biegnie sama… Ten powrót od przedwiecznego Słowa do słowa poetyckiego to pisarska dojrzałość. Jacques Maritain mówił wprost: „Tradycja i karność są prawdziwymi żywicielkami oryginalności”.
Słusznie pani zauważyła, że społeczna rola poezji jest dziś kwestionowana przez samych poetów. Sprowadzili oni twórczość do poziomu infantylnej gry towarzyskiej dla garstki znajomych, najczęściej też piszących. Ich ideał wiersza to inteligentny dowcip. Występując na różnych slamach i festiwalach, chcą przede wszystkim błysnąć humorem. Dlaczego tak się dzieje? Poeci, najczęściej młodzi mężczyźni, cierpią na te same choroby cywilizacyjne co ich rówieśnicy. Są słabi, ociężali duchowo, boją się trudnych decyzji, uciekają od wielkich wyzwań, bo nie wierzą, że mogliby im sprostać. Szczytem ich marzeń jest awans w środowiskowej hierarchii, ewentualnie Nagroda Nike, czyli odpowiednik kariery w firmie. Bronią tej swojej małej stabilizacji, zgodnie twierdząc, że dotarcie z wierszami pod strzechy jest już niemożliwe. To oczywiście wykręt, bo ludzie wciąż potrzebują poezji, zwłaszcza w kontekście dramatycznych doświadczeń prywatnych czy wspólnotowych, takich jak smoleńska tragedia. Tyle że musi to być poezja pisana krwią, wiarygodna, a do tego poruszająca problemy istotne nie tylko dla autora. Żeby podjąć takie wyzwanie, młodzi twórcy musieliby mieć poczucie powołania, nieskrępowaną wyobraźnię, odporność na szyderstwa, gotowość do zmierzenia się ze skostniałymi formami polskiej kultury, sporo cierpliwości i trochę romantyzmu. Do nabycia tych cech niektórym moim starszym kolegom wystarcza siła woli, zakorzenienie w tradycji niepodległościowej albo w Herbertowskim etosie inteligenta. Dla mnie kluczowa jest relacja z Bogiem, bez której nie byłbym zdolny do zrealizowania żadnego marzenia.

Skoro rozmawiamy o współczesnej literaturze, z czego Pana zdaniem może wynikać paradoks zalewu literatury opisującej rozkład – czy to ten pojmowany dosłownie, czy też ten moralny, pod warunkiem jednak, że nie będzie zawierał otwarcia na żadną inną perspektywę – przy jednoczesnej histerycznej ucieczce od tematu śmierci, jeśli będzie to śmierć męczeńska, śmierć za Ojczyznę?
- Genezę tej „bebechowatości” doskonale opisał Witkacy jako skutek rewolucji bolszewickiej. Odwracając się od metafizyki, twórca skupił się na opisywaniu własnej egzystencji na poziomie fizjologii. „Niemyta dusza” straciła swój „rozpęd do nieskończoności”, a więc czynnik decydujący o człowieczeństwie. Przedłużeniem tego nurtu jest współczesny „banalizm”. Dzisiejsi „artyści” uwielbiają babrać się w bebechach, licząc na zaszokowanie odbiorcy, natomiast panicznie boją się duchowego rozwoju. Dlatego odrzucają perspektywę eschatologiczną, która przenosi doświadczenie rozkładu na wyższy poziom i może stać się początkiem zmiany. „Śmierć męczeńska”, „śmierć za Ojczyznę” – te wartości irytują, bo kłócą się z ideą powszechnego upodlenia, wyrywają ludzi z letargu, tłumią zwierzęce popędy. Także sztuka, która – zgodnie ze słynnym zdaniem Arystotelesa – „oczyszcza żądze”, jest dziś przedmiotem agresji. Po opublikowaniu „De profundis” wielokrotnie byłem oskarżany o „nekrofilię”, choć każdy wiersz w tym zbiorze jest dokumentacją zwycięstwa nad śmiercią. Choćby „Wołyń 1943″, gdzie historyczna fotografia poćwiartowanej dziewczyny zostaje porównana do obrazu Fra Angelico „Zwiastowanie”. Zbrodnicza machina tego świata potrafi zniszczyć ciało, ale nie jest w stanie odebrać człowiekowi godności ofiarowanej mu przez Boga. Tym, co drażni dzisiejszych krytyków, nie jest naturalizm śmierci, ale przeciwnie – ukazanie jej jako części życia.

Pana tomik poezji „De profundis” powstał w szczególnym momencie, został wydany w 2010 roku. Jest swoistym „Apelem Poległych”. Przywołuje Pan w nim tragiczne wydarzenia naszej historii, takie jak rzeź wołyńska czy mordy dokonane na uczestnikach „powstania antykomunistycznego”, jak nazywano działalność żołnierzy NSZ czy WiN. Czy katastrofa smoleńska była momentem, kiedy ludzie ci na nowo „stanęli do Apelu”, jeszcze raz ogłosili gotowość do obrony Ojczyzny?
- Takie miałem doświadczenie w trakcie pisania. Odczuwałem niemal fizyczną bliskość dawnych bohaterów. Przychodzili w milczeniu i ustawiali się w szeregu, jakby obrona Ojczyzny razem z nami, żywymi, była dla nich oczywistością. Tym, co szczególnie zwracało uwagę, był ich spokój. Nie przypominali zbłąkanych duchów z „Dziadów” Mickiewicza, nie skarżyli się na swój los, nie dziwili się też temu, co stało się w Smoleńsku. Biło od nich jakieś wieczne światło. Zrozumiałem, że polskość, którą wspólnie niesiemy, jest niezniszczalna, błogosławiona przez Boga. Trzeba tylko być jej wiernym. To samo dotyczy dawnych poetów, których głosy rozpoznawałem na poziomie języka. Razem stanęliśmy na granicy śmierci, między światem doczesnym a wiecznym, i nawoływaliśmy się jak ptaki nad przepaścią. Było to doświadczenie tak sugestywne, że czasami traciłem pewność, który głos dobiega ze współczesnej Polski, a który z zaświatów. Te niezwykłe przeżycia sprawiły, że traktuję „De profundis” jako tom, który nie należy wyłącznie do mnie. To raczej spisana w natchnieniu, wielogłosowa opowieść o istocie polskości, wyrażenie tego, co jest wspólne nam wszystkim. Od momentu wydania tej książki dostałem kilkadziesiąt listów i e-maili z podziękowaniami od czytelników. Wielu z nich odnalazło w „De profundis” własną miłość do Polski, bliskie sobie obrazy i metafory. Niektórzy płakali w trakcie lektury, uczyli się fragmentów na pamięć. Dzięki tym wierszom i spotkaniom autorskim otworzył się przede mną żywioł polskiego patriotyzmu. Spotkałem setki osób, którym nie trzeba niczego tłumaczyć, bo – w odróżnieniu od krytyków – od dzieciństwa przechowują w sobie ikonografię polskości. „De profundis” to literacka wykładnia tego, co istnieje w ich sercach i wyobraźni.

Istnienie tej wspólnoty, przekraczającej nie tylko ramy przestrzeni, ale i czasu, wzbudza ogromny sprzeciw. O czym, Pana zdaniem, świadczy trwająca w Polsce od ponad półtora roku „walka z duchami”, która oznacza również walkę z Pana poezją? Walczy się z pamięcią o poległych, a nawet z materialnymi dowodami tej pamięci, zawartymi często w symbolice światła. Znicze nagle stały się śmieciami, a pochodnie – atrybutem faszystów.
- Duchy ciągną nas za rękaw, burzą święty spokój, przypominają o biografiach przodków, zmuszają do opowiedzenia się wobec wspólnotowego doświadczenia. A większość Polaków chce wegetować, czyli bogacić się i bezrefleksyjnie korzystać z uroków życia. Światło trzeba zgasić, żeby nie odsłaniało grozy i wspaniałości polskiego losu. Oprócz zniczy i pochodni nośnikami tego światła bywają wiersze, stąd Agata Bielik-Robson na łamach „Rzeczpospolitej” już dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej nazwała Rymkiewicza i mnie „cholernie niebezpiecznymi poetami”. Jestem przekonany, że uczestniczymy dziś w wielkiej wojnie cywilizacyjnej, której stawką jest nie tylko przyszłość Polski, ale i Europy. Nasi przeciwnicy chcą całkowicie wyrugować z kultury metafizykę, patriotyzm i pamięć o dawnych Polakach. To nowe zjawisko, bo nawet komuniści, którzy „redagowali” historię metodą białych plam, nie odważyli się wypowiedzieć polskiej duszy wojny totalnej. Oczywiście, mówimy tu o głębszych przyczynach „walki z duchami”, bo np. dla obecnej władzy ma ona charakter ściśle partyjniacki. Jej celem jest niedopuszczenie do ugruntowania mitu Lecha Kaczyńskiego – zjawiska, które mogłoby zmienić preferencje wyborcze. Ci, którzy próbują gasić światło, zapominają o jednym. Nasze znicze i wiersze nie płoną ludzką mocą. Odpalamy je od Chrystusowego paschału. Dopóki tak jest, światło będzie świecić w ciemności i ciemność go nie ogarnie.

Ci, którzy odeszli już do wieczności, także są z nami. W tomiku „De profundis” nazywa Pan śp. Annę Walentynowicz „Panią Cogito”. Czy Anna Solidarność i Zbigniew Herbert, autor „Guzików” wraz z ich niemal profetycznym wersem „i dymi mgłą smoleński las”, są szczególnymi patronami tego ostatniego czasu, jaki przeżywamy od 10 kwietnia 2010 roku?
- Powiem więcej: są wśród nas na Krakowskim Przedmieściu podczas każdej smoleńskiej miesięcznicy. Patronami tych spotkań są bł. ks. Jerzy Popiełuszko i bł. Jan Paweł II, a pośrednio także ks. Prymas Stefan Wyszyński. To prorocy narodowego powstania, które – wierzę w to głęboko – doprowadzi do zbudowania cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na cały świat. Ich świadectwa, do niedawna traktowane jako patetyczne albo niezrozumiałe, nagle stały się zadziwiająco aktualne. Herberta właściwie trzeba dziś czytać na nowo, bo każdy jego wiersz brzmi jak komentarz do polskiego życia po Smoleńsku. Bez niego i Anny Walentynowicz nie potrafilibyśmy bronić spraw – po ludzku – przegranych. A testament naszych wielkich duchownych nadaje temu wysiłkowi sens głębszy od heroizmu. Jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi.

„Jeszcze Polska nie zginęła, póki my giniemy” – tak zaczyna się napisany przez Pana 10 kwietnia 2010 r. wiersz „In hora mortis”. Czy oznacza on, że Polska wciąż żyje, bo Bóg nadal uznaje ją za godną, żeby w jej imieniu przelewać krew?
- Bóg bardzo kocha Polskę. Dlatego nie pozwala nam upodobnić się do innych narodów europejskich. Wciąż z nami dialoguje, przeprowadza przez granicę śmierci, żeby odsłonić głębię wieczności i wyzwolić nas z lęku. Ta miłość jest trudna do wytłumaczenia, bo po wyjściu z komunizmu zasadniczo odwróciliśmy się od Stwórcy, postanowiliśmy żyć po swojemu, odrzucając przygotowaną dla nas historię. A jednak Bóg nieustannie widzi w nas potencjał, co wyjawił św. Faustynie Kowalskiej: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”.

Czego, Pana zdaniem, dzisiaj, w listopadzie 2011 roku, wymaga od nas Polska? Do czego zobowiązują nas – mówiąc Pana słowami – „wierne oczy poległych”?
- Urodziliśmy się Polakami, żeby realizować nie tylko osobiste powołanie do małżeństwa, kapłaństwa czy samotności, lecz także wspólnotową misję. Musimy niezmiennie kochać wolność, stawać po stronie „poniżonych i bitych”, czerpać z romantycznej tradycji, stawiać sobie wielkie wyzwania, nie popadać w jałowy konsumpcjonizm, bo – jak mówił Jan Paweł II – każdy z nas ma swoje Westerplatte. Trzeba żyć na serio, w gotowości do poświęcenia życia dla Boga i Ojczyzny, tak jak wcześniejsze pokolenia. Musimy być ofensywni: nie tylko bronić niepodległości własnego państwa, ale także szukać wspólnych wartości z innymi narodami, zwłaszcza w Europie Środkowej. Wreszcie musimy być pokorni wobec własnej historii. Pamiętać, że nic, co się zdarza, nie dzieje się przypadkiem. Dlatego nie wolno nam popadać w polityczną gorączkę, zniechęcać się przegranymi wyborami, obrażać się na Boga, że nie dostosował się do naszego terminarza. To my mamy dostosować się do Jego planu. Cierpliwie budować przestrzeń wolności wokół siebie, a kiedy trzeba, stawać do walki, nie oczekując natychmiastowej nagrody.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111112&typ=my&id=my03.txt
12 listopad 2011

Elzbieta Gawlas 

  

Komentarze

  

Archiwum

Globalizm szkodzi USA?
grudzień 27, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Przyczyny ubóstwa Rzeczypospolitej
styczeń 5, 2006
przeslala Elzbieta
Testament Jozefa Mackiewicza
sierpień 29, 2008
...
Kolejna ofiara "wolności słowa"
sierpień 8, 2006
(bibula.com/Wyroi)
Ruszają akcje antyunijne
kwiecień 26, 2003
przesłala Elżbieta
Przeciwko UE
styczeń 25, 2003
RadioZet
Zachłyśnięcie szmirą, czyli sukces po Polsku
listopad 18, 2007
Marek Olżyński
Słoneczko jednak zgaśnie wcześniej...
listopad 14, 2004
Mirosław Naleziński
Zagrożenie Gospodarki Globalnej i Kłopoty USA?
maj 21, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
"Wojny Gwiezdne" i Obrona Przeciw Pociskom Balistycznym
listopad 26, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Szukanie frajerów już się zaczęło
październik 18, 2003
Walka z korupcją: ani programów, ani pieniędzy (gdzie się podziały ?)
sierpień 15, 2002
"Polityka"
Manipulacja Polakami
luty 9, 2008
Dariusz Kosiur
Czy Irak jest większą klęską dla USA niż Wietnam?
listopad 8, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Miller nieśmiało krytykuje ludzi Kwaśniewskiego, czyli RPP
styczeń 29, 2003
PAP
Działalność osi USA-Izrael Przeciwko "Irańskiej Giełdzie Paliwa?"
luty 8, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Ciekawy film o " wojakach" w Iraku
styczeń 19, 2007
marduk
Wesołych, radosnych świąt
grudzień 24, 2005
"Jesteśmy w Unii"
maj 4, 2004
Piotr Mączyński
W hiszpańskim mieście Dni Pamięci o Palestyńskich Ofiarach Ludobójstwa Izraelskiego zamiast Dni Pamięci o Holokauście
luty 8, 2007
bibula- pismo niezależne
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media