ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Polityka pozorowana 
13 czerwiec 2017     
Wirusowe urojenia 
2 wrzesień 2020     
Pisowscy krętacze i spolegliwi frajerzy 
23 wrzesień 2019      Artur Łoboda
Prezydent Rafał Piech: Apel do rodziców dr Roberta Malone - twórcy szczepionek mRNA 
21 grudzień 2021     
Pół wieku później 
5 styczeń 2024      Artur Łoboda
Czym się różni handlarz narkotyków od redaktora pisma medycznego? 
3 maj 2022      Artur Łoboda
Nie żyje prof. Jerzy Przystawa, twórca Ruchu na rzecz JOW 
8 listopad 2012      zmieleni.pl
Poetka w ubeckiej spódnicy 
24 maj 2025      Autor: Zygmunt Jan Prusiński
Co powiedział niemiecki muzułmanin..... 
28 grudzień 2017      Religia Pokoju
"Artyści" PRL-u 
1 czerwiec 2015      Artur Łoboda
Wichrze z Wieczernika  
24 marzec 2016      Artur Łoboda
Ocaleni z Holokaustu dołączają do prawników, dr Fleminga i prof. Luca Montagniera, domagając się od Międzynarodowego Trybunału Karnego oskarżenia Rządów światowych o zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo i naruszenie Kodeksu Norymberskiego 
12 październik 2021     
Wielki mistrz 
8 kwiecień 2020     
"Lewatywa najlepsza na wszystko" 
21 marzec 2020      Artur Łoboda
Przypomnienie niemiłych faktów 
28 październik 2021      Artur Łoboda
17 października 2012 
17 październik 2012      Artur Łoboda
Wielki reset, część 1: Czterej jeźdźcy apokalipsy 
9 styczeń 2024     
Czy Kaczyński powtórzy los Gomułki? 
21 grudzień 2015      Artur Łoboda
Złota Polska ! 
30 czerwiec 2010      Zygmunt Jan Prusiński
Niewypał Omilanowskiej - pozostawiony w MKiDN 
2 grudzień 2015      Artur Łoboda

 
 

Dwie Polski - komentarz Bohdana Poręby

Motto:
„Prawie każdy Polak, łącznie z większością członków Biura Politycznego, jest wpierw Polakiem niż komunistą” - anonimowy zachodni dyplomata. Stalin ujął to bardziej kolokwialnie: „krowa bardziej się nadaje pod siodło, niż Polak na komunistę

Dwie Polski

Szanowny Panie Redaktorze!
Po pierwsze: nie ma zgody na tytuł. Nie ma dwóch Polsk. Jest jedna. Jedyna. Ta, położona pomiędzy Odrą, Nysą i Bugiem. Bo Polska to ziemia w wytyczonych historią granicach i wszystko, co na tej ziemi stworzyły geniusz i ręce narodu. Bo Polska to wszystkie złoża wewnątrz ziemi. Bo Polska to groby, to historia, która zapisuje karty w swojej księdze. Których nie wolno bezkarnie wyrywać. Bo pisane są po to, byśmy umieli się z nich uczyć. Zmienne są tylko okoliczności, w których przychodzi Jej istnieć.Rozbiory, Królestwo Polskie pod królem - carem rosyjskim, czy Księstwo Warszawskie pod Napoleonem, to też karty naszej historii. Królestwo Polskie, z jego ograniczoną suwerennością, umieliśmy wykorzystać, tworząc zręby polskiej administracji, polskiej ekonomiki, polskiej edukacji i polskiej armii, która umożliwiła nam potem walkę w powstaniach. A Księstwo Warszawskie pod Napoleonem pozwoliło umiędzynarodowić sprawę polską, podobnie jak walka Kościuszki i Pułaskiego w Ameryce, Bema na Węgrzech, Rolofa Miałowskiego na Kubie, Jarosława Dąbrowskiego i Walerego Wróblewskiego wraz z 600 popowstaniowymi emigrantami, w Paryżu i wszędzie, gdzie toczyła się w świecie walka o wolność. „Za naszą wolność i waszą”. To unikalne, dumne, polskie hasło obmyte krwią, a dzisiaj zbezczeszczone przez tych, którzy używają polskich najemnych żołnierzy, by wkupywać się w łaski nowych starszych braci. To hasło należałoby dziś zmodyfikować: „Za nasze biznesy i wasze”. Polska Ludowa, to także była Polska, bo jakiż inny naród żył w jej ramach i czasie? I pamiętajmy, że to był twór narzucony nam przez Churchilla i Roosevelta, nie tylko Stalina!
Pojęcie Polski musimy rozszerzyć o kilkanaście milionów polskich serc i rąk, które biją i pracują dziś na obczyźnie. Na wschodzie i zachodzie. W tym dwa i pół miliona młodych Polaków wygnanych przez Sorosa, Sachsa, Balcerowicza i Waltz, z myślą o uczynienie miejsca obcym imigrantom, którzy rozmagnesują jedność etniczną Polaków - jedność, na rzadko spotykaną w świecie skalę.
Polska to wreszcie Polska państwowość. Od siedemnastego wieku, kończącego czas jej największej potęgi, z wyjątkiem przedwojennego dwudziestolecia, zawsze jakoś ograniczona. Ale ludzie, którzy nie zaznali smaku prawdziwej niewoli, z rozstrzeliwaniami i wieszaniami na ulicach i placach publicznych, łapankami i wywózkami, brakiem polskiej szkoły, polskiej prasy i książki, nie rozumieją, że polska państwowość może być nawet ograniczona, byle by była!
Wreszcie historia swe karty pisze, by nas uczyć ciągłości: polskiej historii i polskiego państwa. Polacy ginęli w 39 roku z rąk Niemców i Sowietów w walce o ciągłość państwa. Przedwojenną, plugawioną w latach stalinizmu Polskę, miały w oczach masy narodowej i katolickiej „Solidarności”, gdy wierzyły, że walczą o Polskę wyzwoloną z sowieckiego uzależnienia. Nie wsłuchały się w ostrzeżenia płynące z Jasnej Góry z ust Kardynała Tysiąclecia: „ uważajcie, by nie przyplątali się ludzie, którzy mają obce interesy na myśli”, „pamiętajcie, że Solidarność musi być polska ”! Masy nie wiedziały, że sterują nimi ludzie, wychowani w duchu międzynarodówek, którzy nienawidzili przedwojennej „burżuazyjnej” i „faszystowskiej” Polski. Nienawidzili historii i tradycji, wiary i etosu na którym wyrosło przedwojenne pokolenie, które tak wspaniale sprawdziło się podczas wojny. A także po wojnie, wygrzebując z ruin jak feniksa swoją ojczyznę. Zresztą, dla wychowanków międzynarodówek, każda prawdziwa Polska będzie „faszystowska”. Przecież oni, rodzimi trockiści z bolszewickim komisarzem d.s. harcerstwa, czy „naukowcami”, którzy tępili na uczelniach przedwojenną profesurę a na zebrania np. literatów, chodzili z naganami, bo jak zeznawali współcześnie w telewizjach, grozili im zewsząd „polscy faszyści”. Podobnie jak grożą im dziś dwudziestoletni „faszyści” z marszów niepodległości. Oto rodowody beneficjentów zwycięstwa katolickiej i narodowej „Solidarności”. Posługując się polskim stoczniowcem, wiedzieli, że jego stocznię, jak cały dorobek ostatniego półwiecza wraz z historią i tradycją, po swoim zwycięstwie, wyeliminują w imię hasła ich guru, Lwa Trockiego, komisarza wojskowego hord bolszewickich idących w 1920 roku na Polskę: „czas zlikwidować dom wariatów państw narodowych i stworzyć socjalistyczne stany zjednoczone Europy!” By to hasło zrealizować, trzeba było Polakom wmówić, że wszystko, co stworzyli – a przecież stworzyli, pomimo Bieruta ,Zambrowskiego i Minca, mimo bezpieki i Stalina - to jedna wielka upadłość, postaw czerwonego sukna, którego rozbioru nie należy żałować a państwo Polaków ( bo innego przecież nie było) , w myśl starej niemieckiej doktryny, to było tylko saisonstaatt – sezonowe państewko. Takiemu łatwo odebrać z powrotem Danzig, Stettin, Allenstein, Oppeln, Breslau. Wróćmy więc do wydartych kart księgi historii. Niektóre pozostały w mojej pamięci.
Ale jeszcze jedna refleksja: dlaczego po zwycięstwie „Solidarności” i natychmiastowym jej rozwiązaniu, zwycięzcy nie powrócili do ciągłości państwa przerwanej przez Hitlera i Stalina? Tylko Rzeczpospolitą nazwali „trzecią” inni „ czwartą”? Czyżby strach przed ciągłością?” W takim razie to kontynuacja dzieła rozbiorców i okupantów?
Panie Redaktorze!
Polska Ludowa nie powstała w 1944 roku wraz z importowanym z Moskwy PKWN. Ona naprawdę, powstała na przełomie listopada i grudnia 1943 roku w Teheranie. To tam Churchill, Roosevelt i Stalin dokonali powojennego podziału świata na strefy okupacyjne, czyli strefy wpływów zachodnich aliantów i strefę sowiecką z przyznaną jej Polską. Przez Polskę miały przebiegać szlaki komunikacyjne z ZSRR do sowieckiej armii okupacyjnej w podzielonych Niemczech. Podobnie, współczesne strefy wpływów w podzielonym świecie powstały na okręcie wojennym na Malcie na spotkaniu Ronalda Raegana z Gorbaczowem i reszta jest tylko konsekwencją tamtego podziału. Dodajmy fakt wiele mówiący o solidarności naszych sojuszników. W Teheranie, na prośbę Roosevelta postanowiono ukryć przed Polską te postanowienia, bo w USA zbliżały się wybory prezydenckie, w których miała wziąć udział kilkunastomilionowa Polonia! To dalszy ciąg zamiecenia sprawy Katynia pod dywan, lub ukrycia przed polskim sojusznikiem tajnych dokumentów paktu Ribbentrop – Mołotow.
Na drodze do realizacji postanowień Teheranu wobec Polski, było jeszcze sporo przeszkód. Główną był premier i wódz naczelny, na którego Polska czekała pod hasłem „Słoneczko wyżej, Sikorski bliżej”. Trzeba było tę przeszkodę usunąć. I tak się stało. Następną przeszkodą była siła Polskiego Państwa Podziemnego z niemal trzystu tysięczną armią podziemną. Przeszkodą było 200 tysięcy polskiego żołnierza na zachodzie i tyleż w armii Berlinga. A jeszcze istniał rząd polski w Londynie!
Usunięcie tych przeszkód postanowiono rozłożyć w czasie. Na razie potrzebny był upust najbardziej patriotycznej polskiej krwi. Toteż obie strony: radio Londyn, Głos Ameryki i Radio Moskwa podgrzewały wybuch Powstania Warszawskiego . Sześć miesięcy po Teheranie Polacy otworzyli aliantom drogę do Rzymu pod Monte Cassino. Żołnierze oddający swą krew czerwonym makom, nie wiedzieli, ze los Polski jest co najmniej na pół wieku rozstrzygnięty. Nie wiedziała o tym warszawska młodzież, wszczynająca trzy miesiące później Powstanie o 63 dni wolności wydartej najeźdźcy. Nie wiedzieli też pancerniacy generała Maczka, wyzwalający Francję, Belgię i Holandię. Nie wiedzieli wyzwoleni z lagrów Polacy, gdy ginęli pod Lenino, na Wale Pomorskim i w Berlinie! Nawiasem mówiąc: jakie państwo wstydziło by się tego, że na gruzach stolicy swego najeźdźcy zatknęło narodową flagę? Ale rozumiem moje władze: nie było by to po myśli pani Steinbach lub Merkel!
Po zwycięstwie, trzeba było postanowienia Teheranu rozszerzyć i utrwalić. Stąd autorzy Teheranu spotykają się w lutym 45 roku w Jałcie. Kiedy Armia Czerwona wraz z Wojskiem Polskim są 60 kilometrów od Berlina. Jałtę i Teheran poprzedziło wunderwaffe Goebbelsa przeciw antyhitlerowskiej koalicji, jakim było ogłoszenie światu 13 kwietnia 1943 roku o odkryciu grobów katyńskich. Mimo nacisków Churchilla, Sikorski nie wycofał swego listu do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o śledztwo w Katyniu ( patrz: scena w mojej „Katastrofie w Gibraltarze”). W następstwie jego odmowy, ZSRR zrywa stosunki dyplomatyczne z Polską. Sikorski ginie 4 lipca 1943 w Gibraltarze. W lipcu 1946 zostaje zdelegalizowany „nieposłuszny” polski rząd w Londynie. Czy o tym wiedzieli, wierni przysiędze żołnierze polskiego podziemia? Czy wiedzieli ujawniając się, zaszczuci i wygnani z powrotem do lasu nasi „żołnierze wyklęci ” ? Tak przygotowani, „nasi sojusznicy” zbierają się w lutym 1945 w Jałcie! Rząd w Londynie nie istnieje, więc alianci sankcjonują Tymczasowy Rząd Narodowy w Lublinie! Trzeba przyznać, że ten rząd w liście do mocarstw wypowiedział się godnie w sprawie polskiej. Ale teraz najważniejsze: mocarstwa uznają siłowe działania NKWD w Polsce, zmierzające do „przywrócenia ładu, spokoju i porządku na zapleczu Armii Czerwonej na terenie Polski , za zgodne z konwencją wojny lądowej” ! A więc więzienia, tortury, wywózki, obławy, strzały w potylicę były z punktu widzenia sygnatariuszy Jałty legalne i konieczne? Dlaczego władze podziemia ukryły to przed swoimi żołnierzami? Dlaczego zaprawione w cynicznym manipulowaniu Polakami rozgłośnie, zapowiadały rychłą trzecią wojnę światową o Polskę?
Jednym z chwytów rycerzy międzynarodówek, jest ukazywanie wszystkich lat Polski pojałtańskiej nie jako dynamicznego, podlegającego zmianom, jak każde zjawisko procesu historycznego, lecz jako jednolitą stagnację i okupację sowiecką Polski. Służy to z jednej strony zamazaniu ich zbrodni okresu stalinowskiego, z drugiej strony, likwidacji z życia zbiorowego, wszystkich, którzy mieli wtedy odwagę podnieść rękę na żydokomunę, dominującą we wszystkich centrach władzy z siłowymi resortami na czele. Na początku „międzynarodowcy”, najchętniej widzieliby Polskę jako republikę radziecką. Była zmajstrowana przez Alfreda Lampego i Wandę Wasilewską, delegacja z taką petycją do Stalina. Ale Stalin miał inne plany. Nie chciał stałego zarzewia buntu wewnątrz swego państwa. Jemu była potrzebna Polska jako sojusznik - z jednej strony stanowiący bastion antyniemiecki, z drugiej strony, zapewniający komunikację z armią okupacyjną w Niemczech. Mówił Sikorskiemu o tym w czasie jego wizyty na Kremlu w grudniu 1941 roku.
Ale w 1948 wypowiedzenie posłuszeństwa ZSRR przez Jugosławię, przyczyniło się do zaostrzenia kursu i zgodnie z podszeptami „międzynarodowców” zostało ogłoszone „odchylenie prawicowo – nacjonalistyczne”, czego przyczyną było zasilenie ludowego wojska akowcami i oficerami, powracającymi z zachodu. W wojsku znaleźli się gen. Jerzy Kirchmajer, gen Stefan Mossor, as przestworzy Stanisław Skalski, płk. Franciszek Skibiński, płk. StanisławTatar, gen.Józef Kuropieska. Symbolem rozpoczynającego się czasu terroru było uwięzienie Władysława Gomułki i Prymasa Wyszyńskiego. Zapełniły się więzienia. Zaostrzał się terror przeciw wszystkiemu co polskie. Nie wypaliły plany przygotowywanego pokazowego procesu Gomułki, który miał się zakończyć jak w Pradze, czy Budapeszcie śmiercią. Torturowano Stanisława Tatara i towarzyszy by ich zmusić do świadczenia przeciw Gomułce i Spychalskiemu. Ale w 53 umiera Stalin. Następują zmiany w ZSRR. Gomułka wychodzi z więzienia. Zaczyna od odesłania do Moskwy 600 rządowych „doradców”. Wypuszcza z więzień tych akowców, którzy przeżyli. Rozwiązuje UB. Pod sąd idą Różański i Romkowski. Byłem na Placu Defilad na wiecu z Gomułką. Słyszałem „sto lat” które wyrwało się ze stu tysięcy piersi Warszawiaków. Tam naprawdę powiało zapowiedzią innej, mniej uzależnionej od Moskwy Polski. Jego niedawni przeciwnicy starali się stanąć na czele przemian. Parli do konfliktu z Gomułką. I sprowokowania Moskwy. W 68 próbowali z powrotem intronizować hiper stalinowca Romana Zambrowskiego, za Stalina odpowiedzialnego za piony ideologiczne. Walka z moskiewską agenturą groziła sprowokowaniem z jej strony Moskwy do krwawego Budapesztu w Warszawie, czy Pragi z 1968 roku. A tam przecież władzę przejmowali zawsze Ci, którzy pierwsi wzywali „bratnią pomoc”. Oto uwarunkowania, w których przyszło nam żyć przez niemal pół wieku! Mieliśmy do wyboru: albo pełne desinteressemant wobec publicznego życia , albo aprobatę starych stalinowców a więc życie może i spokojne ale z powrozem na szyi, albo udział w walce o polonizowanie kraju. Nie było szans na wyrwanie się z układu pojałtańskiego bez rozlewu krwi. Ważne było czy rządzić będą kadrowi regenci i agenci z białoruskiej, ukraińskiej czy rosyjskiej partii bolszewików, czy wychowani już w Polsce absolwenci polskich szkół i uczelni. A czołowi stalinowcy, którym w Polsce robiło się coraz ciaśniej, już dawno przewerbowali się z agentów Moskwy na agentów Waszyngtonu i Tel Avivu. Obojętne pod jakim panem, byle na czele narodu, w imieniu obcych sił i z nadzieją likwidacji znienawidzonej polskiej państwowości. Czy widział Pan, Redaktorze, emblematy młodzieży żydowskiej z organizacji Yael Bartana? Te gwiazdy Dawida wpisane w polskie godło narodowe? Czy może być bardziej jawne przyznanie się do celu? Do odrzuconej w 1916 roku koncepcji Judeopolonii, czyli państwa żydowskiego na polskiej ziemi? A organizacja ta jest fetowana i opłacana przez ministra kultury i prezydenta Warszawy, czyli z kieszeni polskiego podatnika! Czy to nie demaskuje celów i zadań, tych, którzy sterowali „Solidarnością” ? Czyż można się dziwić, że kombatanci II wojny: Zygmunt Walter Janke, Stanisław Skalski, Wit Gawrak, Kazimierz Studentowicz, Tadeusz Bednarczyk, więzieni i torturowani przez Różańskich, Fejginów, Światłów, bliskich duchowo Gieremkom, Kuroniom, Kołakowskim, Modzelewskim, Michnikom – przerażeni stalinowską recydywą, postanowili wykrzyczeć masom solidarnościowym ostrzeżenie, zgodne z tym, słanym przez Prymasa Tysiąclecia z Jasnej Góry i że wybrali na swego przywódcę reżysera, który od pierwszego nakręconego metra taśmy, bez względu na okoliczności, szedł z programem amnestii dla zakazanych kart z historii Polski i pierwszy pokazał Polakom na ekranie Monte Cassino, Tobruk, Powstanie Warszawskie, Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego, Witosa, Korfantego, Daszyńskiego, Sikorskiego, Andersa. Ale także targ sprawą polską w Wersalu. Także Katyń. Katyń poruszyłem w „Katastrofie w Gibraltarze”. I osiem lat walczyłem o realizację ” Requiem”, filmu nie o katyńskich płaczkach, ale o katach i ofiarach. Ale ktoś inny musiał zrealizować katyński temat. By mi go odebrać, zlikwidowano zespół filmowy, który prowadziłem 25 lat! Czy mam się wstydzić mojej walki z wynaradawianiem? Mój ojciec, konspirator ze „Strzelca” Piłsudskiego i POW, żołnierz legionów, oficer Wojska Polskiego i AK, który wyszedł z I wojny bez jednego oka i z połową czaszki ze stali, uczył mnie że dla Polaka, największą wartością jest polska państwowość a Polsce trzeba służyć zawsze i wszędzie a szczególnie kiedy znajduje się w opresji – wtedy najbardziej. A wreszcie: co to jest komuna? To ideologia międzynarodowców, dążyła do jednego światowego rządu komunistycznego. Jak dzisiaj globalizm banksterski! Czy komunistycznym dążeniem była walka o polskie państwo na miarę dopuszczalną przez ustalenia jałtańskie, bez rozlewu krwi? Z kultywowaniem i krzewieniem polskiej kultury? Sądzę, że nam jest bardzo potrzebna lustracja. Ale nie podpowiedziana nam przez „międzynarodówkę” z pytaniem, gdzie kto był? Bo z każdej pozycji można walczyć o Polskę i strzelać do przeciwnika, tylko co robił? Czy sądził w sądach kapturowych? Czy strzelał w potylice i torturował? Wynaradawiał, fałszował historię i naukę, niszczył polski sens istnienia i polski etos?
Pisze Pan wiele o wychowaniu. Jesteśmy wychowani jednakowo. Dowodem jest, że oceniamy identycznie naszą rzeczywistość współczesną. A do tego jest niezbędny kręgosłup. Pisze Pan o Pana wychowaniu w duchu galicyjskiego racjonalizmu. Chyba trochę krzywdzi Pan dziadka, planującego wówczas loty na księżyc. Ja rzeczywiście jestem dzieckiem kolebki polskiego romantyzmu. Za ścianą mojego mieszkania przy Zaułku Bernardyńskim numer 9 w Wilnie, pod numerem 11 Mickiewicz napisał swoją „Grażynę”. To emanuje. Trzech synów mojego podwórka, zostało reżyserami. Ale o ile pamiętam pochodzi Pan z Nowego Sącza – jak mój ojciec, który tam zaczynał swe życie konspiratora, „Strzelca” i legionisty. Ja myślę, że dusza Polaka wymaga jakiejś dozy romantyzmu. Ale sądzę, że nasze spojrzenie na przeszłość pojałtańską paradoksalnie czyni Pana romantykiem, bo w ocenie tej przeszłości, kieruje się Pan przesłankami emocjonalnymi i ideologicznymi a ja patrzę na tamto niedoskonałe, ale realne państwo z punktu widzenia państwowca. Podziały ideologiczne są nam podpowiadane przez wrogów polskości. Bo dzielą. Myślenie państwowca – łączy. Zauważmy, że naszych wrogów nic nie dzieli, kiedy walczą z nami. Na zaniku instynktu państwowego, kiedyś głównego imperatywu naszych ojców i dziadów, budują swoje plany.
I w jeszcze jednym nie mogę się zgodzić z Panem. Z szukaniem wytłumaczenia miałkości dzisiejszych elit w rodowodach z PRL. Odwrotnie. Myślę, że pokolenie żyjące w tamtym czasie zdało egzamin. Nie tylko w odbudowie Polski, która dzisiaj rozkradana i marginalizowana ciągle jeszcze trwa. Ale także w dążeniu do upartego trwania w polskości i wierze. I że nie daliśmy się w końcu zsowietyzować, tak jak kiedyś nie daliśmy się zgermanizować i zruszczyć. I dzisiaj mimo modnych, serwowanych trendów, nie wszyscy dają się amerykanizować i judeizować, choć to bardzo opłacalne. A młodzież polska zaczyna się dość gremialnie buntować przeciw wzorcom zachodnim, wypaczającym patriotyzm, tradycję, wiarę i sens życia, czyli to wszystko, bez czego narody nie mogą istnieć. Chcą bronić naszej cywilizacji. Sądzę wreszcie, że zryw ludzi „Solidarności” był wybuchem nadziei na w pełni niepodległą Polskę, który się skumulował w PRL. A jeżeli dzisiaj do „miedzynarodówki” doszlusowali także słabi charakterem Polacy – cóż, nawet podczas wojny, która była sprawdzianem narodowej solidarności, zdarzały się męty ludzkie idące na współpracę z okupantem.
Nie będę wypowiadał się na temat Filipskiego. Zresztą również jak Pan, Galicjanina, syna tramwajarza ze Lwowa. Z własnego wyboru nie jest dziś moim przyjacielem. Ale mam do niego szacunek za teatrzyk RF. Szczególnie za spektakl „Ja i mój brat”. Opierał się na tekstach z getta. Szczególnie żydowskiego historyka Emanuela Ringelbluma. To on demaskował w pamiętnikach z getta, żydowską policję i gestapo Gancwajcha. Po latach uczynił to samo Roman Polański w „Pianiście” . Też antysemita? Sądzę, że przytaczane przez Pana posądzenia Filipskiego ,że był w Krakowie tajnym cenzorem są wyssane z palca. Po co w tamtym czasie utajnianie cenzury, skoro działała oficjalna ? Nota bene nieraz dziś myślę, że dla dobra Polski i Polaków, przydała by się cenzura obyczajowa. Byłoby Panu łatwiej w walce z komisarzami od kultury.
W sprawie mojego filmu o roboczym tytule „Obronić prawdę”, któremu podjął się Pan patronować, trzeba napisać osobny artykuł. Mogę Pana zapewnić, że sedno tego, co Pan postuluje, film będzie zawierał.
W jednym tylko zaskoczył mnie Pan Redaktor w swoim artykule negatywnie: zacytował Pan mantrę cytowaną przez Wikipedię a ukutą na mój temat w „Polityce” i „Gazecie Wyborczej”, by odebrać nam, „Grunwaldowi” wiarygodność wobec mas „Solidarności”. W Wikipedii, która jest tak rzetelna, że nie potrafi nawet podać prawidłowo moich personaliów, nazywając mnie Jerzym Bogusławem, podczas gdy od urodzenia jestem Bohdanem Wincentym. Wikipedia pisze, że bez powodzenia kandydowałem do Rady Warszawy, podczas gdy byłem radnym stolicy przez dwie kadencje. Ale szczytem fałszu jest, że na ostatnim zjeździe PZPR głosowałem przeciw jej rozwiązaniu. Odwrotnie, mówiłem, że przyszedłem na pogrzeb. Mówiłem, że to okazja, by powstała partia narodowej lewicy, uwolnionej od wasalnych powiązań i obcej ideologii. Całość przemówienia jest dostępna w mojej książce „Obronić polskość”. Mantra z „Gazety Wyborczej” to zemsta za zdemaskowanie przeze mnie na tym zjeździe, układu Kwaśniewski – Michnik. Celem zjazdu wymyślonym i reżyserowanym przez Mieczysława Rakowskiego, było powstanie mniej masowej ,( czytaj: z mniejszą ilością Polaków), ekskluzywnej partii i intronizacja Aleksandra Kwaśniewskiego.
Na zakończenie, życzę Panu Redaktorowi i sobie, by nowy 2014 rok przyniósł nam nadzieje na Polskę, której polityka zagraniczna będzie podporządkowana polskiej racji stanu, która wymaga pokojowej współpracy z wszystkimi państwami - a nie interesom imperialnym nowych „starszych braci” a polityka wewnętrzna, będzie służyła nie zabezpieczaniu interesów władzy i oligarchów, ale duchowemu i materialnemu bezpieczeństwu Polaków, zgodnie z racjami historycznymi i wypracowanym przez wieki kanonem polskiej kultury i cywilizacji łacińskiej. A sobie życzę, by naszą współpracę zwieńczyła osobista przyjaźń.
Bohdan Poręba
P.S. Szefem kinematografii odpowiedzialnym za emigrację Jerzego Antczaka, był Janusz Wilhelmi.
28 grudzień 2013

Bohdan Poręba 

  

Komentarze

  

Archiwum

"Gdyby nie Balcerowicz"
marzec 1, 2004
Piotr Mączyński
WAKACJE!!!
lipiec 5, 2008
Marek Jastrząb
Karol Marks - W kwestii żydowskiej
maj 4, 2008
"Żółte Niebezpieczenstwo?"
wrzesień 14, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Narzędzie Ujarzmiania
styczeń 3, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Demokratyczne wojny totalne
luty 11, 2005
Marek Głogoczowski
"Cywilni" Amerykanie - przedsiębiorcy czy też bandyci w Iraku?
kwiecień 9, 2004
Marek Głogoczowski
Arcybiskup Życinski oskarża Radio Maryja w gazecie wyborczej Michnika
kwiecień 11, 2006
przysłał anonim
Nowa książka Grossa
czerwiec 27, 2006
RMF
Czas na kompromisy
wrzesień 4, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Aktualna sytuacja Związku Polaków w Argentynie
październik 4, 2006
przesłał Iwo Cyprian Pogonowski
"Korzyści" z liberalizacji polskiego handlu
luty 9, 2007
Dariusz Kosiur
Katastralna katastrofa. Podatek narzędziem w rękach sprzedajnej władzy w Polsce
kwiecień 2, 2003
Maciej Winnicki
2008.05.31. godz 2400 Serwis wiadomosci
czerwiec 2, 2008
tłumacz
Niemcy o faux pas minister Fotygi
lipiec 7, 2006
PAP
WIARYGODNOŚĆ INKWIZYTO­RÓW?
luty 15, 2009
dr Leszek Lechowicz
Po drugiej stronie wolności
lipiec 16, 2007
Marek Olżyński
sdfsaf
październik 4, 2005
adssa
"Strażnicy dobra wspólnego"
maj 1, 2005
Witold Filipowicz
Odwracanie kota ogonem
luty 20, 2003
Artur Łoboda
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media