ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Dr Mike Yeadon rozmawia z dr Reinerem Fuellmichem o kłamstwach dotyczących COVID  
„Nie bój się wirusa. To nie jest tak niebezpieczne, jak ci wmówiono.

„Bójcie się swoich Rządów - lub organów, które panują ponad tymi Rządami”. 
Rząd Stanów Zjednoczonych CELOWO niszczy żywność amerykańskich Farmerów i stymuluje kryzys zaopatrzenia w żywność 
Jakiś czas temu na oficjalnej stronie ONZ ukazał się artykuł "Korzyści z głodu na świecie". Wprawdzie szybko go usunięto, lecz nadal jest dostępny w internetowych archiwach 
"Babcia Kasia" 
Kim naprawdę jest Katarzyna Augustynek  
"Służę ludziom, nie instytucjom" 
Główny komisarz policji w Dortmund w przemówieniu do narodu niemieckiego…
I do POLICJI !!

 
Drugi List otwarty prof. Ryszarda Rutkowskiego 
Panie Ministrze, Szanowni Państwo to prawda "że Internet przyjmuje wszystko", ale na szczęście pozwala też przełamywać rządową cenzurę i autocenzurę polskich naukowców i lekarzy, którzy swoim milczeniem autoryzowali i dalej autoryzują wielokrotnie bezzasadne działania rządu (np. w sprawie przymusowego noszenia maseczek). Dzisiaj bowiem w Holandii, Czechach, Szwecji, na Białorusi miliony ludzi chodzą bez maseczek na twarzy, nie chorują i nie umierają. W Polsce zaś, wbrew opiniom naukowców z Australii, czy USA miliony rodaków, w tym młodzież licealna, studenci i schorowani seniorzy muszą narażać swoje zdrowie nosząc "cudowne" bawełniane maseczki i/lub przyłbice 
Wirusowe kłamstwa. Komu zależy na straszeniu nas przeziebieniem? 
 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Jesteśmy okłamywani i zmuszani do działań mogących pogarszać zdrowie 
Dr Zbigniew Martyka, kierownik oddziału zakaźnego w Dąbrowie Górniczej napisał dwa tygodnie temu wpis, w którym ocenił, że "jesteśmy okłamywani i zmuszani do działań mogących pogarszać nasz stan zdrowia" pod pretekstem koronawirusa. Wówczas wprowadzano nowe restrykcje i podział na powiaty "żółte" oraz "czerwone". 
Wykład Ernsta Wolffa na temat obecnego kryzysu 
 
Dr.Coleman szczepionka Covid możne zabić każdego 
Wszystkie zaszczepione istot zaczną umierać jesienią  
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Podatek katastralny lewicy zniszczy oszczędności Polaków  

 

 
Powinniśmy się skupiać na wzmacnianiu odporności 
Prof. dr hab. n. med. Ryszard Rutkowski zadał pytanie Szumowskiemu.
Odpowiedzi nie uzyskał. 
Zdzisława Piasecka na temat szokujących zmian w polskim systemie edukacji 
O skandalicznych zmianach w polskim systemie edukacji, który wkrótce ma zostać włączony w tzw. Europejski Obszar Edukacji 
Nowa książka Sucharita Bhakdiego - przedstawiona w rozmowie z Andreasem Sönnichsenem i Martinem Haditschem 
Profesor Sucharit Bhakdi i jego żona profesor Karina Reiss opublikowali bestseller „Corona False Alarm”. Istnieje wstępny fragment nowej książki zatytułowanej „Corona unmasked”, którą można bezpłatnie pobrać z Goldegg Verlag. W dyskusji wideo zorganizowanej przez RESPEKT PLUS z profesorami Andreasem Sönnichsenem i Martinem Haditschem, Bhakdi przedstawił rozdział o szczepieniach i ich konsekwencjach. Fragment nowej książki „Corona unmasked” jest dostępny do pobrania z Goldegg Verlag  
wRealu24 
Niezależna Telewizja Marcina Roli 
Dr. L.Palevsky tłumaczy mechanizm działania szczepionki mRNA i wypływające z niej jej zagrożenia 
Dr. Lawrence Palevsky, certyfikowany pediatra, autor i wykładowca, wyjaśnia, w jaki sposób szczepionka na COVID instaluje instrukcje genetyczne mRNA z białka wypustek SARS-Cov2, które następnie wykorzystuje nasze ciało do powielania się, co powoduje bezpłodność, krzepnięcie krwi i zakażenia przez wydzielanie cząstek białka wypustki dla bliskich członków rodziny poprzez oddech, ślinę, pot i złuszczanie się skóry, którzy z kolei doświadczają objawów krzepnięcia, siniaków i niepłodności, mimo że nie byli zaszczepieni szczepionka na COVID-19. 
więcej ->

 
 

Sierpniowe wspomnienia

"Sierpniowe wspomnienia"

Gazeta " Słowo Solidarność" Wrzesień 1983
Wydawca - Aleksander Pruszyński
Toronto Kanada

"Pan ich nie zna, pan nie wie, do czego oni są zdolni" - powtarza bez przerwy nauczycielka przybyła na pomoc na samym początku strajku. Oczy ma pełne łez"

Cytat ten znalazłam w książce - " Gdańsk 1980 - Oczyma świadków", wydanej przez Polonia Book Fund LTD, Londyn 1980, w artykule napisanym przez Bernarda Guetta z Le Mond, którego miałam przyjemność poznać osobiście podczas ubiegłorocznego strajku. Zdania te odnoszą się do mojej osoby i stały się dla mnie inspiracją do podjęcia próby spisania tego, co przeżyłam. Czy będzie to zadanie proste? Na pewno nie. Zbyt głęboko odczułam naszą rewolucję, by móc spojrzeć na nią z pewnego dystansu.
Zbyt boleśnie przeżywam dramat powojennych losów mojej Ojczyzny.
Należę do rodziny głęboko patriotycznej, której walka o wolność Kraju rozpoczęla się chyba już w powstaniu listopadowym. Jej członkowie ginęli na obu frontach II wojny światowej. Walczyli w konspiracji, ginęli na Pawiaku, Cytateli i byli w Oświęcimiu. Nie ominął ich los syberyjskich zesłańców. Przeszli bojowy szlak z Andersem, aż pod Monte Cassino. Nikt po 1945 roku nie zaakceptował statusu PRL. Pierwsze - nie - padło z moich ust, gdy miałam 8 lat. W drugiej klasie szkoły podstawowej nauczycielka języka polskiego kazała nam nauczyć się czytać tekst. pt. " Przyja?ń". Następnego dni, wywołana do odpowiedzi, zdesperowana odrzekłam, że czytać nie będę. Zdumienie tej kobiety było niezmierne. Znała mnie od dziecka, jako bardzo posłuszną dziewczynkę. Podeszłam do jej biurka i z płaczem wyszeptałam na ucho, że mój dziadek zginął niewinnie na Syberii i o takiej przyja?ni - nie sposób czytać. Swiadoma sytuacji politycznej stałam się w 12 roku życia. Był początek wiosny. Z moim nieżyjącym już teraz Ojcem, bardzo często odbywaliśmy dalekie spacery, podczas których ze ściśniętym sercem słuchałam partyzanckich opowieści. I tak pewnego dnia zanotowałam w pamięci słowa - " Nasz Kraj jest w niewoli sowieckiej". Wiedza ta zadecydowała o dalszych moich losach. Poznański Czerwiec i Pazdziernik 1956 roku pamiętam jak przez mgłę. Robotnicy. Strajk - manifestacje- zabici - ranni....
Do dzisiaj mam przed oczyma scenę z ponurej klasy, w której zdjęto nam krzyż. Przynieśliśmy z domu własne i wieszaliśmy kolejno, w miarę jak nam je zdejmowano. Skończyły się tego roku dni rozpoczynane modlitwą.
Potem był rok 1968. Już jako studentka Studium Nauczycielskiego poszłam pod " Żaka" w Gdańsku na wieczorną manifestację, popierającą walkę warszawskich studentów o Wolność. Atak milicji, pobite pałkami koleżanki, oto była odpowiedz władz.

Przełomowym miesiącem
w moim życiu był Grudzień 1970 roku. W styczniu 1971 roku napisałam: " Pierwszy dzień nowego roku. Co nam przyniesie ? Nie wiemy. Czy będzie dalszym ciągiem walki słusznej i sprawiedliwej?
Dość zakłamania. - Musi zwyciężyć Prawda. Nie zapomnę nigdy o tragicznych dniach grudnia ubiegłego roku. Krwawe zajścia na terenie Gdańska i Gdyni, Elbląga, Szczecina i Słupska to jedne z najczerniejszych kart historii powojennej. Rozkaz strzelania do strajkujących i manifestujących robotników i sprowadzenie na nich czołgów - to straszliwa zbrodnia, której nie można zapomnieć i przejść obok niej obojętnie. Kochani robotnicy wzięli na siebie ciężar walki za tchórzliwych i słabych. Poszły prawie wszystkie zakłady produkcyjne miasta, zjednoczyły się w jednym wspólnym dążeniu. Szli zwartym szeregiem przez ulice Gdańska do Komitetu Wojewódzkiego, którego podpalenia byłam świadkiem, do Związków Zawodowych, pod Komendę Milicji. Poszli pod Politechnikę, przepraszali za Marzec. Doszło do walk, padli zabici - 350 osób ? - i ranni. Milicja chowała do wspólnych grobów. Wiele osób, które udały się na pogrzeb bliskich, zaginęła. W Gdyni miała miejsce rzeż. Strzelano do bezbronnych, uciekających, w plecy, do podróżnych wysiadających z kolejki elektrycznej. Ulicą Swiętojańską na czele pochodu niesiono na drzwiach zwłoki chłopca - ucznia liceum. Padła od kuli 16-letnia dziewczyna niosąca narodowy polski sztandar. Postrzelono 12-letniego chłopca, który niósł w siadce produkty spożywcze. Obydwie nogi amputowano. Milicjant zgłosił się do szpitala po siatkę, ale lekarz nie wydał dowodu zbrodni.
Straszliwy odwet na milicjantach. W Oruni - przedmieściach Gdańska - znaleziono podczas Świąt Bożego Narodzenia dwóch funkcjonariuszy z poderżniętymi gardłami. W Gdańsku - jednego z odciętą głową, posługiwano się scyzorykiem i żyletkami. W Gdyni zamordowano, obcięto mu uszy i wyłupiono oczy. To nieliczne straszne szczegóły z pamiętnych dni grudniowych. Sączona od lat wzajemna nienawiść przyniosła krwawe żniwo. Prasa kłamie. Sprawdzają się słowa znajomego lekarza: " Złe postawione, będzie zawsze się walić." W czasie minionych wydarzeń milicjanci wpadali do szpitali, mordowali rannych, leżących na łóżkach, lekarze musieli ich ukrywać. W więzieniach aresztowani musieli przejść wzdłuż szpalerów funkcjonariuszy, bito ich pałkami, słabsi padali, wielu dobijano. Znajoma pielęgniarka mówi: " Do celi po brzegi wypełnionej wię?niami - o głodzie stali - usiąść nie było gdzie - dwie doby - wrzucono 12-letniego chłopca, krew płynęła ustami i uszami. Współwię?niowie pluli na chusteczki, żeby zrobić okład. Skonał na ich rękach. Brat koleżanki był świadkiem śmierci młodej, ciężarnej kobiety pod gąsienicami czołgu. Zemdlał.

- Tak trudno otrząsnąć się z minionych przeżyć, tak trudno mówić o tym, co tak niewypowiedzianie boli. - Stale krwawiąca rana. Na widok munduru uciekam na drugą stronę ulicy. 16 stycznia 1971 roku robotnicy Stoczni Gdańskiej podjęli strajk. Domagają się m.in. oddania pod sąd grudniowych zbrodniarzy. Stocznia w Gdyni otoczona wojskiem. W "Głosie Wybrzeża" podano listę osób zabitych - 28. Kto ma w to wierzyć ? Pewien milicjant po pijanemu przyznał, że chowano pomordowanych w workach z folii w Piaśnicy. Krążą pogłoski o strajku generalnym".

Tyle zapisów sprzed 10 lat. W międzyczasie był dramat Ursusa i Radomia w 1976 roku. Przyczyny i skutki te same co w Poznaniu, Gdańsku i Gdyni.

I tak nadszedł historyczny już rok 1980.
W styczniu odczuwało się nadchodzącą burzę. Pewnego dnia wyrwało mi się: " Do końca roku to wszystko pęknie". Spełniły się słowa, choć wydarzenia nadeszły wcześniej niż przypuszczałam. Czułam, że skończył się czas krytyki, a nadszedł czas działania. Słyszałam o działalności Wolnych Związków Zawodowych, licznych aresztowaniach Lecha Wałęsy ( które okazały się fikcją - 2003), podsłuchu u Ani Walentynowicz. Cieszyła mnie ich działalność.

W piątek 15 sierpnia Mama moja przyszła do domu z płaczem - Stocznia strajkuje. ( Była świadkiem zastrzelenia 18 stoczniowców 15 grudnia 1970 roku pod II brama Stoczni Gdańskiej - 2003. Sama pracowałam w budynku dyrekcji stoczni 35 lat.)
Wiadomość przyjęłam spokojnie. Powiedziałam tylko - nareszcie. Natychmiast zdecydowałam, że muszę znale?ć się wśród tych, których bracia ginęli w Grudniu 70 roku. Świadoma byłam, że może spotkać mnie ten sam los. Moja decyzja była jednak nieodwołalna. Kupiłyśmy 4 siatki chleba i pojechałyśmy pod bramę Stoczni Gdańskiej. Po drugiej stronie tłumy robotników i strajkowa straż. Ze łzami witałam nowych bohaterów. Nie mogli mnie jednak wpuścić. W sobotę niepokojąca wieść. Strajk zakończony - jeszcze tego samego dnia - protestują nadal w obronie praw mniejszych zakładów. Niedziela rano - Msza Sw.. Po południu poszłam do zaprzyja?nionej rodziny. Tam dowiedziałam się, że o dwudziestej odbędzie się zebranie Komitetu Strajkowego. Umówiłam się z Januszem, że wprowadzi mnie na stocznię. przed bramą byłam za piętnaście czwarta. Tłumy ludzi po obu stronach bramy. Nie mogąc doczekać się na mojego przewodnika, przecisnęłam się jak najbliżej wejścia. W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś mówi po angielsku. Był to dziennikarz z Austrii. Zaofiarowałam mu swoją pomoc jako tłumaczka i tak znalazłam się po drugiej stronie wśród strajkujących. Czułam zapewne to samo, co Aleksandra Babasiak w Poznaniu w 56 roku. Udaliśmy się razem do dużej sali BHP. Była tam już grupa ludzi. Gromadzono się na zebranie. Usiadłam z boku w pobliżu stołu prezydialnego. Posiedzenie rozpoczął Lech Wałęsa, obok siedział Bogdan Borusewicz. Dyskutowano nad postulatami. Zaczęłam, na wyrwanej z notesu kartce wypisywać własne. W pierwszym punkcie umieściłam wolne, demokratyczne wybory do Sejmu. Ostatni - 21, był podobny do postulatów węgierskich robotników w 1956 roku - o czym dowiedziałam się pó?niej z broszury "Budapeszt - 100 dni nadziei" - dobrowolność uczenia się języka rosyjskiego. Jeszcze w tedy nie wiedziałam, że tego typu żądania będą z listy usuwane. Lechu i Bogdan po przeczytaniu mojej kartki odwrócili się i uważnie popatrzyli na radykała w spódnicy.
Zabranie trwało do godziny 23 z udziałem 27 przedstawicieli różnych zakładów. W przerwie przeniosłam się obok do małej salki i podjęłam rozmowę z uczestnikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Jankiem Zapolnikiem. Przedstawiłam mu własną wizję podobnego pokojowego ruchu rewindykacyjnego w innych krajach socjalistycznych i republikach radzieckich. Mój rozmówca był zaskoczony tym rozmachem i optymizmem. Wróciłam o godz. 24 do domu, by następnego ranka z siatkami pełnymi chleba wrócić do stoczni bez trudności.
Za bramą spotkałam reportera z Francji, pochodzenia polskiego, Mariana Kafarskiego. Dalej poszliśmy razem. W dużej sali plenarnej zaofiarowałam swoją pomoc przy robieniu kanapek. Potem przeniosłam się do stołu prezydialnego, gdzie razem z pewną młodą, ułomną ( po Heine Medine) kobietą z Niezależnej Oficyny Wydawniczej, zbierałyśmy postulaty od zgłaszających się delegatów. Zebranie Komitetu Strajkowego. Podniosły nastrój. Szłam wszędzie tam, gdzie mogłam być najbardziej użyteczna. Jako pierwsza zajęłam się bardzo pracochłonnym wydawaniem przepustek. Przez 18 godzin bez przerwy rejestrowałam zgłaszające się zakłady pracy, doszłam pierwszego dnia do 187.Następne godziny były koszmarne. Wiedziałam, że jeżeli nie będziemy zdecydowani, wywiozą nas z kraju masowo pociągami. Poszłam do Wałęsy, po krótkiej rozmowie zaproponował mi, bym została jego sekretarka. Zaczęłam stopniowo podpowiadać, jak należy zorganizować pracę prezydium. Pewne moje propozycje zaakceptowano - dwa razy dziennie posiedzenie. Tego dnia o 23 z trudem pozbierałam w małej salce rozproszonych członków. Protokołowałam zebranie. W pewnym momencie zasugerowałam, że należy przewidzieć powstanie Ogólnopolskiego Komitetu Strajkowego. Była to moja wizja przyszłej Krajowej Komisji Porozumiewawczej. Tej nocy w ogóle nie spałam. Do rana próbowałam na czysto przepisać protokół. Około 2 w nocy zwrócił moją uwagę człowiek siedzący na przeciwko punktu informacyjnego. Na piersiach miał duży ryngraf, a w ręce - krótkofalówkę. Ostrzegłam strajkujących, zaczęliśmy się porozumiewać, mówiąc sobie wszystko na ucho. Byliśmy świadomi obecności agentów. Podejrzanego osobnika usunięto z terenu stoczni, potrojono straże. Podobno powiedziałam: " Czy wiecie, co za chwilę może się tu stać? Czy wiecie, co ludziom grozi? Dopiero następnego dnia dowiedziałam się, że szykowano desant. ( W 1996 roku leżąc w szpitalu w Gdańsku, powiedziano mi, że tamtej nocy był desant. Do dziś są ślady od siekier na drzwiach).
Po 36 godzinach wytężonej pracy, w południe przeszłam do miasta przez bramę, którędy przejeżdża zwykle pociąg z węglem. ( Stało sie to po tym, jak Joanna Gwiazda krzyknęła - " Lechu - agentem".
Nie bałam się. Na rogu ulicy dostrzegłam ukryty samochód milicyjny. ( Obłożona byłam cała ulotkami i miałam przy sobie kasetę z oryginalnym nagraniem z krwawego poranka w Gdyni z 16 Grudnia 70 roku.) Udając spokój minęłam ich, poszłam do rodziny. Zdenerwowanie osiągnęło punkt kulminacyjny. Opowiadając przejścia minionej nocy, zacinałam się. Przespałam godzinę. Po czym pobiegłam do ks. Jankowskiego. Nic nie wiedział o zaistniałej sytuacji. Wróciłam do domu, nakarmiłam moje pieski i wbrew prośbom rodziny, udałam się ponownie na teren stoczni. Spałam tej nocy od 3 do 6 rano w małej salce na parterze, gdzie wisiał krzyż, razem z Ania Walentynowicz i innymi strajkującymi robotnikami. Trudno jest mi teraz szczegółowo odtworzyć wszystkie te wspaniałe, choć tak trudne dni. Pochłonięta pracą, nie mogłam wiele dostrzec. W pewnym momencie stwierdziłam, że ten niesamowity w swojej pokojowej wymowie strajk, zmienia swój nastrój. Skoczna muzyka przez głośniki, występy aktorów. Było to dla mnie przykre. Poprosiłam, bu nadmiernie eksploatowany hymn narodowy, zastąpić " Rotą". Udało mi się namówić aktorów, żeby zaintonowali tę pieśń. Wszyscy powstali, wielu robotników miało łzy w oczach.
Nadszedł dzień, kiedy władze postanowiły podać pertraktacje z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym. Napięcie wzrastało. Pojawili się z Warszawy eksperci, premier Jagielski ze swoją ekipą. Irytowała mnie jego rzekoma indolencja, niedoinformowanie. Pan premier przyznał, że nie czyta " Trybuny Ludu", ale uszczypliwe uwagi w biuletynie " Solidarność" dostrzegł. Widocznie uznał, że to ciekawsza lektura. Ciągłe wyjazdy do Warszawy po instrukcje, czy można tak decydować, a może inaczej. Irytująca blokada telefoniczna Gdańska i bzdurne tłumaczenie przyczyn. Wielu z nas czuło, że interwencji nie będzie. To wzmacniało ducha. Niepokoiły wieści o aresztowaniach w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Nikt z nas nie miał czasu słuchać jałowych przemówień telewizyjnych. Wiadomość o usunięciu Pieńkowskiego przyjęłam obojętnie, tylko nagle gdzieś zniknęli eksperci. Rozmowy toczą się dalej. Jest upalnie. Dyrektor Gniech na moją prośbę wydaje wiatraczek. Stajemy się gwiazdami filmu dokumentalnego " Robotnicy 80".
Eksperci wpływają na złagodzenie postulatów. Pojawia się punkt o przewodniej sile partii. Burzy się we mnie wszystko. To przecież akceptowanie bezprawia w konstytucji i w życiu. Kiedy wynika kwestia KOR-u, Lech zabrania o nim mówić, rzucam się do niego: " Bierzesz na swoje sumienie życie tych ludzi"! - " Tak - biorę wszystkich". Wzburzona, zrozpaczona opuszczam salę. Dyskusja, przeprosiny. Nie wracam. Nie mogę jednak opuścić stoczni. Jakaś przemożna siła trzyma mnie na posterunku. Pracuję nadal w punkcie informacyjnym. O 2 w nocy wracam do domu. Z pomocą przyszła mi Iwona i Stefan ze Stoczni Północnej. Rano nadawano muzykę poważną i pieśni patriotyczne. Byłam radiowcom z Warszawy wdzięczna za zrozumienie sytuacji. We wtorek kontynuowałam wydawanie przepustek. Delegaci niecierpliwie domagali się jak najszybciej., a napływ był ich coraz większy - 360 zakładów,478, 632. We czwartek liczba ich osiągnęła 786. Zmęczenia i napięcie nerwowe wzrastało. W południe przybiegł Wałęsa i wręczył mi plik obrazków z kościoła, prosząc, bym zrobiła z nich przepustki. Odłożyłam je na bok i dalej robiłam na kartkach.

Ostatni dzień strajku. Podpisanie porozumienia. Nie rozumiem radości delegatów i ich owacji. Ten kompromis jest dla mnie przegraną, zapowiedzią dalszej ciężkiej walki. Ze smutkiem i niepokojem wychodzę z opustoszałej już Stoczni Gdańskiej. Zabrakło ostatniej modlitwy.

Jestem głęboko rozczarowana. Tak bardzo pragnęłam, by zło zostało wykorzenione do końca.

Następny tydzień nie przyniósł wytchnienia. Już o 6 rano w poniedziałek stawiłam się na ulicy Marchlewskiego ( dzisiaj Romana Dmowskiego - 2003) w nowej siedzibie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego " Solidarność". Weszliśmy do byłego, prywatnego mieszkania, które pozbawiono wszelkiego sprzętu. Szybko pojawiły się stoliki, po jednym w każdym pokoju, krzesła. Zaczęła się praca. Trzy dni wielogodzinnego odbierania telefonów. Wyczuliłam się na podsłuch, co spowodowało zabawną sytuację podczas wizyty u Prymasa Wyszyńskiego. Po wejściu do salonu, gwałtownie drgnęłam: " Tu jest podsłuch" - na co ze śmiechem ksiądz sekretarz: " Proszę pani, od 30 paru lat."
Przenosimy się do Hotelu Morskiego. Próbuję uporządkować cała dokumentację. Mam własny pokoik, obecnie rezyduje w nim Walęsa. Po tygodniu dochodzi do niezawinionego przeze mnie konfliktu między mną a "wodzem". Wstawiam się za młodym robotnikiem, byłym członkiem Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, który niesprawiedliwie zostaje pozbawiony pracy. Lechu, jak zawsze impulsywny, zostaje zle poinformowany. Opuszczam swoje stanowisko. Odchodzę bez żalu. Na posiedzeniu "Krajówki" Lechu przeprasza mnie, przesyłając piękną wiązankę kwiatów, przez cała salę. Chce bym wróciła. Za póżno. Muszę wrócić do pracy w szkole.
Odtąd bywam w MKZ często, podejmuję działalność społeczną w Komitecie Więzionych za Przekonania, w Dziale Interwencji. Prowadzę korespondencję z więzionymi. Zostaję honorowym członkiem Koła Kombatantów AK " Solidarność".

I nagle 25 sierpnia 81, w rocznicę wielkiego strajku, wszystko się kończy. Zostaję pozbawiona pracy,nie wypłacają mi ostatniej pensji, środków do życia, kartek na żywność. Dowiaduję się o nakazach aresztowań w niedzielę przed wyjazdem, który miał trwać tylko 5 dni. Na Okęciu celnik zabiera mi moje pismo drukowane nocami " Libertad" .
Wiedeń - obóz - emigracja.

Elżbieta Gawlas

Po 23 latach mogę tylko napisać: Gdybym tylko mogła, chciałabym przeżyć to jeszcze raz. Byliśmy wspaniałą jednością.
Bano się nas, tak jak boją się dzisiaj. Teraz bogatsza w wiedzę inaczej podpowiadałabym.

Toronto Kanada
9 sierpień 2003

 

  

Archiwum

Zamach pełznie coraz wyżej
lipiec 12, 2006
Stanisław Michalkiewicz
"Żółte Niebezpieczenstwo?"
wrzesień 14, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Co dla jednych jest złe ....... dyskusja o więzieniach CIA w Polsce
styczeń 22, 2009
Artur Łoboda
Jak USA chce rozbroić Hezbollah?
sierpień 7, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Co wszyscy powinnismy wiedziec
październik 9, 2007
....
The Rise of Judeo-American "Poland"
luty 11, 2006
Marek Glogoczowski
Poprzez analogie do sedna sprawy
kwiecień 26, 2007
Marek Olżyński
Mrzonki a rzeczywistość w kryzysie globalnym
maj 1, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Wrazenia z Polski
czerwiec 4, 2003
przesłała Elżbieta
"Wojna ostateczna" zagraża światu z powodu "Tarczy" w Polsce
grudzień 22, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
"Surowy" wyrok dla piłkarza
luty 4, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
List otwarty do nauczycieli i wychowawców polskich.
styczeń 7, 2006
Lusia Ogińska
Legalne kazirodztwo?
marzec 26, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Na głowach Naczelnych. Fakt który warto pamiętać, dziwnym trafem losu oba nakrycia głowy do których się nas zmusza byśmy je
wrzesień 14, 2006
Jan Lucjan Wyciślak
"Czarne owce" w szeregach przedstawicieli Polonii
październik 23, 2003
The National Newspaper Association
marzec 29, 2003
Amerykańskie mniejsze zło
listopad 11, 2008
Artur Łoboda
Co z Brakiem, mężem Picassa?
czerwiec 18, 2005
Mirosław Naleziński, Gdynia
"Tolerancja" niczym "judzenie"
marzec 1, 2005
PAP
Moga wracac !
maj 27, 2003
Henryk Przemyski, Nasz Dziennik, 2002-07-20
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media