ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Magiczne słowo "białko spike" 
28 kwiecień 2021      Artur Łoboda
Dlaczego tak bardzo - boją się Kukiza?  
3 lipiec 2015      Artur Łoboda
Gojskość PiS 
22 styczeń 2020     
Frankowicze a Majchrowski 
15 czerwiec 2023      Artur Łoboda
Pouczanie biskupa 
12 październik 2014      Artur Łoboda
Już po śmierci... 
17 lipiec 2026      autor Zygmunt Jan Prusiński
Wyciągnijmy z tego korzyści 
24 styczeń 2016      Artur Łoboda
Telefonia komórkowa niszczy materiał genetyczny nawet poniżej wartości zalecanej  
11 grudzień 2025      Kla.Tv
Smog w umysłach urzędników 
28 styczeń 2017      Artur Łoboda
Kilkuset morderców rządzi Polską  
17 marzec 2015      Wojciech Sumliński
Wprowadzenie do diagnozy stanu kultury polskiej w roku 2014 
2 luty 2014      Artur Łoboda
Jakim sposobem ten Portal stał się nudny?  
14 maj 2021     
Biografie odtajnione 
14 luty 2016      Artur Łoboda
Nie wierzę bangsterom, nawet gdy niosą dary  
20 listopad 2019     
Sekret świątyń 
13 maj 2011      Elzbieta Gawlas
Słowiańska dusza 
2 maj 2017     
Polityka Prorodzinna w Polsce 
11 czerwiec 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Piękne słowa i obrazy 
25 grudzień 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Czystki etniczne w Gazie: izraelska operacja „Rydwany Gedeona” 
23 maj 2025      Binoy Kampmark
Walka Morawieckiego z "niewidzialnym wrogiem".  
1 kwiecień 2021     

 
 

Struna ciszy kokietuje wiersze poetów. Ja słyszę twoją gitarę...

Zygmunt Jan Prusiński


STRUNA CISZY KOKIETUJE WIERSZE POETÓW


Nie chcę się mądrzyć – literatura jest tak szeroko otwarta, każdy ma prawo mówić. Niedawno napisałem artykuł pt. „Komercyjny konkurs literacki im. Zbigniewa Herberta w Londynie”. Puściłem ten tekst w świat, niech płynie po redakcjach, niech się kłócą redaktorzy, czy wydrukować czy nie; ja i tak mam swoich adresatów – odbiorców, kilkuset ich jest, na pewno. – Gdybym umiał pracować przy komputerze, to bym zrobił świetną gazetę internetową, ale nie umiem nawet tekstów wklejać, więc po co ta mowa – chyba że do ładnej buzi ropuchy.


Tak mnie ciągnie do przestrzennej poezji, ale błagam, nie zamęczać mnie nieroztropnie. Mnie wystarczy przeczytać fragment z góry, ze środka lub przy końcu, i już wiem czym pachnie ten wiersz – nazwisko autora obchodzi mnie na samym jego zakończeniu. Przecież nikt mi o tym nie podszeptuje, gdzieś to wyłazi z człowieka i każe tak: Weź na wyszukiwarce napisz hasło „Miasto poetów”, i wyskakuje cała armia informacji. Podobnie, (tak mnie swędziało) żeby napisać hasło: CHŁOPCY Z PRZEDMIEŚCIA. Byłem autorem tej nazwy w latach 60-tych, mojego – naszego zespołu rockowego w Otwocku. Grali w tej kapeli dłużej – krócej: Andrzej Dąbrowski, Andrzej Baliński, Andrzej Bigolas, Zbigniew Bednarski, Heniek Serafinowicz, Waldemar Rybak i Andrzej Pokropiński, z którym śpiewałem w duecie (od szczenięcych lat). Mieliśmy tak zgrane głosy – tenory, że w trakcie wykonywania piosenki (na krzyż mogliśmy) zmieniać, a wyglądało to tak, ja śpiewałem pierwszym głosem Andrzej drugim głosem, w trakcie choćby refrenu ja wchodziłem na drugi głos a Andrzej na pierwszy głos. Po prostu bawiliśmy się w trakcie śpiewania. Kilka konkursów piosenki żeśmy zaliczyli (w głębokim PRL). Mam do niego żal – nie chciał się mnie posłuchać żeby wyjść na zewnątrz... Przecież Warszawa była tak blisko. „Chłopcy z Przedmieścia” działali w drugiej połowie lat 60-tych, i na przełomie a także z początku lat 70-tych, z przerwami.

W roku 2007 właśnie z „Googla” wyskakuje wiadomość, że w tych samych latach powstała w USA grupa muzyczna, dosłownie tak samo się zwała, tylko po angielsku. Coś nieprawdopodobnego. Ta sama autorska metafora. Ja, młodzieniec w Otwocku, a ten ktoś, też autor tej samej nazwy w Stanach Zjednoczonych!


Pod hasłem „Chłopcy z Przedmieścia” – grupa muzyczna z Otwocka, pod stroną „Czerwiec” czytam teraz, dokładnie o godzinie 15:20, w poniedziałek 24 marca 2008 roku, (tak bardzo odległego a zarazem bliskiego) w „Kalendarium Muzycznym – Czerwiec”, pozycja 3:

[„1948, ur. Henryk Alber właściwie Serafinowicz w Otwocku – kompozytor i gitarzysta (Duet Gitar Klasycznych Alber – Strobel 1971- 1984). Współpracował między innymi z Elżbietą Wojnowską, Edytą Geppert. Zmarł 11 stycznia 2008 r. w Warszawie”].


Zamierzałem przecież pisać esej o Zbigniewie Herbercie! A tu co czytam, Heniek nie żyje!!! Mój Boże, nawet nie wiedziałem że jest z tego samego rocznika co ja. Kumplowaliśmy się. Grywaliśmy wspólnie i w Świdrze u niego w domu wraz z Andrzejem Pokropińskim i Andrzejem Dąbrowskim robiliśmy próby i programy. Dwa duety się spotykały: ja z Pokropińskim jako wokaliści w duecie i Heniek Serafinowicz z Dąbrowskim jako duet gitarowy. Później graliśmy w kawiarni ADRIA przy ul. Karczewskiej w Otwocku. Razem z braćmi Melonikami: Wojtkiem i Markiem. Naprzeciwko przez ulicę był słynny kiosk z wyrobami karczewskimi – cóż to były za wędliny, a jakie podroby: kaszanka, pasztetowa, salcesonik. – Gdzie takie są teraz mój Boże kiełbaski? Dlatego tubylcy nazywali ten kiosk, „kiosk karczewski”. Później graliśmy w Klubie Studenckim „Pod Sosnami” także w Otwocku, ale już w innym składzie, z Andrzejem Balińskim i Waldemarem Rybakiem, bez Marka i Wojtka Meloników. Graliśmy tam na zmianę z JANCZARAMI. Gitarzystą solowym był u nich Wojciech Michalczyk - później grał u Antoniego Kopfty w kapeli PARTITA.

NIEBIESKO CZARNI, legendarna grupa wówczas opiekowała się z urzędu nami, inaczej, patronowała od strony muzycznej „Chłopcami z Przedmieścia”: Wojciech Korda, Ada Rusowicz, Janusz Popławski, Zbigniew Nebeski. To były początki Klubu „Pod Sosnami” przy stacji PKP. Nie, muszę coś napisać dla Heńka Serafinowicza!



Zygmunt Jan Prusiński

JA SŁYSZĘ TWOJĄ GITARĘ

Pamięci Henryka Serafinowicza: (1948 – 2008)


Przecież to tak niedawno; ponad dwa miesiące temu,
odszedłeś wirtuozie „Duetu Gitar Klasycznych”...
Co z tego że teraz będę mówił i pisał, jak ty śpisz.

Świder w sosnach, na twoim podwórku, stałeś w progu
z akustyczną gitarą Gibson’a, przyglądałem się Heniu
twoim długim palcom, dbałeś o nie najbardziej.

Byliśmy tacy młodzi – rycerskość w nas kwitła.
Tu Andrzej Pokropiński tam Andrzej Dąbrowski,
to był lot orłów – uwodziliśmy muzycznie dziewczyny.

Pierwsze dancingi w kawiarni „Adrii” – w sercu
miasta głosiliśmy w tonach i w słowach radość
z muzyki, tamtą znaną z radia „Luksemburg”!

Bujni i butni. Z czuprynami, wąsami, pejsami –
a ty z tą brodą czarną byłeś charakterystyczny,
do dziś pamiętam improwizacje z „The Kinks”.

Heniu, na chwilę odchodzę, wrócę niebawem;
ktoś musi zapisać naszą w wierszach prawdę!


24.03.2008 - Ustka


Wracam do poety Herberta, przecież takie miałem założenia napisać coś o nim, może wiersz napiszę, ile ja tych wierszy o nim spłodziłem. Wracam do hasła „Miasto poetów”, czytam tam fragment reportażu Bożeny Markowskiej w tytule „Rok Zbigniewa Herberta: Miasta poety – Lwów”. I właśnie dzięki takim ciekawostkom wiemy więcej...

„Kiedy Bożena Markowska, autorka reportażu, odbyła podróż do Lwowa, wśród wielu tropów polskich szukała również śladów Zbigniewa Herberta – polskiego poety, który po wojnie zmuszony był opuścić rodzinne miasto. Chodząc z dziennikarkami Radia Lwów – Anną Gordijewską, Barbarą Baczyńską, Teresą Pakosz i publicystką lwowskiej gazety Bożeną Rafalską, po placach i ulicach miasta, widząc jego piękno, zrozumiała ból poety i wszystkich tych, którzy musieli kiedyś z tego miasta wyjechać. Zbigniew Herbert był tym, któremu bardzo trudno było nawet w wierszach wymówić imię miasta. O swoim Lwowie pisał tak:

Ocean lotnej pamięci
Podmywa kruszy obrazy
Co noc
Staje boso,
Przed zatrzaśniętą bramą
Mojego miasta.


Czas przemian na Ukrainie i w Polsce pozwolił poecie wreszcie utrwalić swój ślad we Lwowie. Na jego domu przy Łyczakowskiej 55, gdzie się urodził, a także w kościele św. Antoniego, miejscu jego chrztu – 2002 r. wmurowano tablice upamiętniające tamte wydarzenia. Po polsku i po ukraińsku wydano zbiór wierszy Zbigniewa Herberta. W ten sposób poeta powrócił do swego Lwowa. O domu rodzinnym Herbertów, opowiada w reportażu pani Halina Herbert-Żebrowska – siostra poety, przywołuje wspomnienia domu rodzinnego, ale również sam poeta w swoich wierszach, a także i Witold Szolginia i Józef Wittlin – kronikarze swojego miasta”.


O Lwowie i ja napisałem a wiersz nosi tytuł „To wschodnie miasto” – choć nigdy w nim nie byłem, jednak sporo napisano o Lwowie książek, pewnie z sentymentów. Zatem wiedzę mam z książek. Wiersz ten ostatnio był opublikowany w Szwajcarii „Pro Polonicum” propolonicum@swisspass.ch ...Pismo poświęcone dokumentacji i ochronie Poloników www.swisspass.ch/polonicum.htm ...Od początku powstania byłem w składzie tejże redakcji. Redaktor: Stach Mach. Sprawdziłem, jestem nadal. Nie wyrzucono mnie, foto moje jest także. Przy okazji pozdrawiam całą redakcję „Pro Polonicum”!

Chciałbym na zakończenie przypomnieć tragicznego poetę, który popełnił samobójstwo w bardzo młodym wieku. Mowa o Włodzimierzu Szymonowiczu. Miał 21 lat, (3.09.1946 – 4.03.1967). Po śmierci wydano jego wiersze...

Czytam prawdę – nie podając autora, bo go nie ma. Ale cytat ważny: „Włodzimierz Szymanowicz jest zapomnianym poetą zaliczanym przez krytykę do grona poetów przeklętych (...) W PRL-u? A tak... Murzyni. Szymanowicz był murzynem tego systemu”.

Wrócę do tej czarnej chmury młodzieńca i więcej o nim napiszę. Na razie to udało mi się napisać wiersz, ale ważny. Chyba ważny i na brudnej drodze i w czystym niebie... Przecież gdzieś tam on przebywa. Na pewno ze Zbigniewem Herbertem i Heniem Serafinowiczem.

24.03.2008 r.



Zygmunt Jan Prusiński

ŻEBY NAPISAĆ WIERSZ

(40-lecie śmierci poety)


Żeby napisać wiersz,
nie potrzeba dużo miejsca,
nie potrzeba deszczu,
w ogóle żadnych pór roku. –
Nie jestem policjantem,
nie jestem politykiem –
szarą eminencją w dyplomacji.

Niech tak będzie jak kurz
na półce z książkami,
wiem że dzisiaj jest przedostatni
dzień stycznia – zwykła data,
jak ten ożywiony wiersz
szuka swojego miejsca w kącie,
czeka na tancerkę w przebraniu.

Wczoraj w nocy czytałem
wiersze Włodzimierza Szymanowicza –
skazanego za błazenady władzy,
za te jasności w ciemności – bo nigdy
nie doszedł do komfortu w środku.
Tylko tyle i aż za dużo słów:
„którędy pójdą dzicy święci”...

Ja takich kieruję do knajpy.
I tam w modlitwach własnych
piją za samobójców poetów,
bo są warci każdego liścia na drzewie w raju.


30.01.2008 - Ustka

21 listopad 2020

Zygmunt Jan Prusiński 

  

Komentarze

  

Archiwum

KONGRES POLSKI SUWERENNEJ - WEZWANIE O MORATORIUM
marzec 6, 2004
Pięciu członków RPP za obniżką stóp w kwietniu
czerwiec 16, 2002
PAP
Żebranina
sierpień 21, 2004
Expres ilustrowany
Uratowac Polski istnienie
lipiec 17, 2008
...
Wystawa w 100-lecie urodzina Jana Szancera.
listopad 22, 2002
PAP
Bunt izraelskich pilotów
wrzesień 26, 2003
Waldemar Chamala
Kontrola przez demoralizacje
czerwiec 27, 2003
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Rząd nie rozumie co do niego się mówi
luty 1, 2003
PAP
"Ordynacka"
grudzień 2, 2003
Andrzej Celiński.
Goście w naszym Kraju
kwiecień 14, 2003
Ivo Cyprian Pogonowski
Lepper ma zapłacić za prawdę
styczeń 7, 2003
IAR
Po tamtej stronie wolności, czyli szara strefa moralności
sierpień 8, 2007
Marek Olżyński
Kopanie padłego Orła
sierpień 17, 2005
Mirosław Naleziński, Gdynia
NATO backs Georgia but no firm invitation to join
wrzesień 15, 2008
tłumacz
I beda rzadzili zelaznym pretem w UE
styczeń 22, 2003
Elzbieta
SDP nagle przypomniało sobie o moralności
luty 3, 2003
PAP
Ballada o rogach Szatana
wrzesień 14, 2006
Nebukadnezar
CI, KTÓRZY ZDRADZILI POLSKĘ !
czerwiec 26, 2008
Kwaśniewski w Davos
styczeń 26, 2003
PAP
Palestyna: Wojna domowa Elliota Abramsa
styczeń 10, 2007
Piotr Chmielarz
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media