|
Uczmy się walczyć o swoje
|
|

Laureat Nagrody im. Józefa Mackiewicza, współpracownik "Gońca", prof. Marek Jan Chodakiewicz stwierdził niedawno w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że zdaje sobie spra-wę, iż pracując na amerykańskim uniwersytecie, "pasożytuje" na przedsiębiorcach, którzy łożą na uniwersytety i fundacje, z drugiej strony - tłumaczy - poprzez własną pracę, on sam broni sfery wolności myśli i działania, bez czego aktywność gospodarcza nie mogłaby istnieć. W ten właśnie sposób obie sfery wolności, ta intelektualna i ta gospodarcza, uzupełniają się wzajemnie. Dlatego - jego zdaniem - w interesie przedsiębiorców leży obrona wolności słowa.
Jest to piękna teoria. Praktyka ją nieco komplikuje. Poszczególne lobby i grupy nacisku finansują działalność intelektualną i medialną, "sugerując" takie czy inne podejście, czy też prowadząc stosowną "politykę" kadrową. Tam, gdzie są pieniądze, garną się różnego rodzaju "usługowcy", którzy - jak to pięknie ujął kiedyś jeden z bohaterów komedii "Miś" Stanisława Barei - "gotowi są wszystko wyśpiewać".
Ksiądz Waldemar Chrostowski, były wiceprzewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem, powiedział kiedyś, że w sytuacji, gdy jedna strona ma dużo środków finansowych, a druga niewiele do zaoferowania, to często wyważenie dialogu jest trudne. Ta biedniejsza strona ma małe możliwości prowadzenia skutecznej obrony własnego stanowiska.
Dobrym przykładem tego, jak odbywa się kształtowanie opinii, jest niedawna publikacja Sergiusza Kowalskiego i Magdaleny Tulli pt. "Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści", wydana z inicjatywy Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczypospolita" (proszę się domyślić, kto to finansuje). Praca ta o "język nienawiści" oskarża wszystkie polskie publikacje patriotyczne, a także duchowieństwo (m.in. prymasa Glempa oraz wspomnianego już ks. Chrostowskiego), polityków prawej strony i wszystkich ludzi, którzy tylko ośmielają się przeciwstawiać intelektualnej kastracji prowadzonej przy pomocy skalpela politycznej poprawności.
Autorzy, w imię "obrony tolerancji", usiłują wszystkim opornym zamknąć usta.
W nowym modelu świata tolerancja i wolność wypowiedzi dotyczą bowiem tylko ściśle określonych poglądów. Przypomina to znaną z komunistycznego zamordyzmu "demokrację socjalistyczną", czyli system "równych i równiejszych".
Piszę o tym z goryczą zgryzoty w ustach, ponieważ my wszyscy, ci "równi", nie jesteśmy w stanie przeciwstawić "równiejszym" skutecznego oręża; nie jesteśmy w stanie sami stworzyć instytucji, które prowadziłyby walkę o dusze i głowy przyszłych pokoleń; nie jesteśmy w stanie się zorganizować.
Dlaczego?
Każda próba takiej organizacji i tworzenia niezależności jest dostrzegana i torpedowana przez przeciwnika.
Proszę wybaczyć stosowanie paramilitarnych określeń, ale to jest walka! I to na noże! Chodzi w niej o to, co ludzie są w stanie wyartykułować, jak będą myśleć i kogo będą słuchać. Dlatego właśnie w miarę niezależne instytucje "równych" padają ofiarą wojen podjazdowych, są przejmowane przez skoordynowane grupy albo rozbijane od wewnątrz.
Proszę mnie tylko nie posądzać o myślenie spiskowe, tu nie o spisek chodzi, tylko o jak najbardziej realną bezpardonową walkę interesów, prowadzoną z wykorzystaniem wszelkich metod.
W dzisiejszej Polsce działa szereg fundacji zagranicznych (chociażby założona za pieniądze George'a Sorosa Fundacja Batorego), które finansują i wspierają liberalny i poprawny politycznie model. Drugą stronę z powodu endemicznego u-bóstwa stać jedynie na niegro?ne podrygi.
Jak to zmienić? Trzeba znale?ć pieniądze! Na państwo nie ma co liczyć. Są jednak w kraju i na emigracji przedsiębiorcy, którzy dorobili się uczciwie, zdrowo myślą i są w stanie przeznaczyć część zarabianych pieniędzy na poparcie działalności politycznej i społecznej. Idzie jedynie o to, aby wiedzieli oni, że środki te nie są marnowane, że nie są rozdrapywane przez towarzystwa wzajemnej adoracji i w perspektywie długofalowej służą ich dobrze pojętemu interesowi.
Na razie mamy paragraf 22. Ludzie nie chcą dawać pieniędzy na polskie instytucje, bo instytucje te nie są skuteczne i wiarygodne. Z drugiej strony, nie mogą być skuteczne, bo nie mają za co - proszę wybaczyć zwrot - lobbować.
Marzy mi się, że w końcu jakiś zacny Polak porozgląda się uważnie dookoła i zrobi coś na kształt mini-fundacji Batorego, coś co prowadziłoby zdecydowaną obronę naszych narodowych interesów w kraju i za granicą (dziś bowiem to bez różnicy, państwo polskie jest do tego stopnia skorumpowane, że nie jest w stanie bronić nawet Polaków w Kraju).
Być może znajdą się polscy milionerzy, którzy - jak pokazał to na własnym przykładzie Roman Kluska - gotowi będą za zarobione miliony coś sensownego uczynić i coś trwałego po sobie pozostawić. Być może, m.in. dzięki działalności takich "pasożytów", jak Chodakiewicz, ten czy ów bogaty człowiek, zamiast myśleć o tym, co by tu jeszcze kupić, co zobaczyć i gdzie pojechać, zrozumie, że najlepszym sposobem pozostawienia po sobie trwałego śladu jest zbudowanie służącej narodowi instytucji. Taką właśnie "instytucją" popierającą polski interes jest wspomniana Nagroda im. Józefa Mackiewicza - jednego z największych polskich pisarzy, zdecydowanego antykomunisty.
Ufundowali ją panowie Jan M. Małek z Kalifornii i Zbigniew Zarywski z Tarnowa. Jest to 7 tys. dolarów oraz złoty medal z podobizną pisarza i jego mottem: "Tylko prawda jest ciekawa". Dziś na polskim "bezrybiu" jest to jedna z iskierek nadziei. Miejmy nadzieję, że śladami fundatorów pójdą inni Polacy. Tu nie chodzi o miliony dolarów, chodzi przede wszystkim o zaczyn, o to, by zachęcić, aby wyrobić odruch płacenia na narodową sprawę.
Paradoksalnie, tegoroczny laureat wspomnianej nagrody działa w szeroko pojętym interesie fundatorów. Marek Chodakiewicz (nagrodzony za książkę "Ejszyszki. Kulisy zajść w Ejszyszkach: epilog stosunków polsko-żydowskich na Kresach 1944-45") broni bowiem prawdy o Polsce i jej historii przed obcym, antypolskim mitem. Ten mit już dziś w wielu okolicznościach podcina Polakom skrzydła i utrudnia życie - w tym prowadzenie interesów.
Jest to więc dobrze pojęty własny interes. Po prostu, dwóch facetów usiadło razem, pogadało i zrobiło wspaniałą rzecz. Ilu znajdą naśladowców?
Mam dużą nadzieję, że idą nowe czasy, że nasz naród, mimo wszystkich przeciwności, powoli odzyskuje wzrok i wiarę w siebie. Bogaćmy się więc i uczmy walczyć o swoje.
|
|
15 grudzień 2003
|
|
Andrzej Kumor
|
|
|
|
Balcerowicz tłumaczy się
marzec 10, 2006
PAP
|
Tarnowska tragifarsa z pomnikiem Chrystusa Króla
styczeń 15, 2005
Artur Łoboda
|
Kto zniszczył WTC i zabił dzieci w Osetii?
wrzesień 4, 2004
Jan P. Karolak
|
NBP: Rząd broni złotego do upadłego
marzec 16, 2006
|
Nie wykorzystany interesik
marzec 9, 2007
Jan Lucjan Wyciślak
|
Tajlandia "dziękuje" za pomoc MFW
styczeń 2, 2003
PAP
|
Komu dzisiaj można ufać?
lipiec 20, 2006
Stanisław Michalkiewicz
|
Masoni
lipiec 23, 2008
Artur Łoboda
|
Czym kończy się powrót do polityki?
grudzień 31, 2007
Gregory Akko
|
Społeczna kasza
sierpień 16, 2003
przesłała Elżbieta
|
Order Orła Białego
listopad 11, 2005
PAP
|
Rozmowa z Polonistką ze słupska
grudzień 10, 2008
Zygmunt Jan Prusiński
|
Lekcje chińskiej ekonomii
marzec 28, 2007
Anna Kaczor
|
Apel skazancow sowieckich - Polakow z Kazachstanu
listopad 13, 2006
W imieniu prezesa Zinkiewicza
|
Wypowied? Kołodki w sejmie
grudzień 20, 2002
Artur Łoboda / PAP
|
Lepiej zlikwidować
grudzień 6, 2003
Dziennik Polski
|
Rząd PO-PiS czyli nieudacznicy wracają
październik 19, 2003
Adrian Dudkiewicz
|
Terror Żydów przeciwko Żydom – Część trzecia: Zbrodnie sjonistów
czerwiec 11, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Esbecki sposób na "wycofywanie się rakiem"
lipiec 15, 2003
|
Zmiany w Magistracie
wrzesień 30, 2004
www.krakow.pl
|
więcej -> |
|