ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Wezwanie do przebudzenia 
Film opisujący mechanizmy ekonomicznej władzy nad światem 
Klimat i trop finansowy 
To właśnie mega-korporacje i mega-miliarderzy — (...) są głównymi zwolennikami “oddolnego” ruchu dekarbonizacji — od Szwecji przez Niemcy po USA i dalej. 
Mikroskopijne, zaawansowane technologicznie metalowe przedmioty widoczne w szczepieniach COVID 
Dr Zandre Botha stwierdziła również ekstremalne uszkodzenia krwinek czerwonych u wszystkich badanych przez nią pacjentów po szczepieniu COVID. 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
David Icke w LondonReal TV 
Podczas bezpośredniej transmisji na YouTube (6 kwietnia 2020 r.) obejrzało 65 tysięcy osób. Zaraz potem został on usunięty ze wszystkich kanałów YouTubea, Vimeo i Facebooka. Wywiad - zwłaszcza od ok. 50 min. - polecamy polskim władzom, ekspertom, dziennikarzom, policji i wojsku oraz wszystkim tym, którzy czują, że w niedalekiej przyszłości mogą przyczynić się do zachowania godności i wolności przez człowieka.  
Damian Garlicki - ratownik medyczny przypomina! 
 
Rozmowa Adnieszki Wolskiej z Sucharitem Bhakdi 
 
Dr Mike Yeadon rozmawia z dr Reinerem Fuellmichem o kłamstwach dotyczących COVID  
„Nie bój się wirusa. To nie jest tak niebezpieczne, jak ci wmówiono.

„Bójcie się swoich Rządów - lub organów, które panują ponad tymi Rządami”. 
Kiedy Zełenski zagrał hymn narodowy przyrodzeniem 
 
Im – wolno, nam – nie 
Wielka bitwa o port w Hajfie zakończyła się. Chiny rozpoczną swe zawiadywanie portem w roku 2021, co postawi USA przed alternatywą, czy Szósta Flota będzie dalej zawijała do Hajfy, czy też należy urzeczywistnić pogróżkę wycofania się? 
Szokujące zdjęcia mikroskopowe skrzepów krwi pobranych od tych, którzy „nagle umarli” – po szczepieniu 
Struktury krystaliczne, nanodruty, cząstki kredowe i struktury włókniste, które są obecnie rutynowo znajdowane u dorosłych, którzy „nagle zmarli”, zwykle w ciągu kilku miesięcy po szczepieniu na kowid. 
Kto zmasakrował ludność Buczy?  
Różni niezależni analitycy wskazywali na rażące dziury i niespójności w dominującej narracji. Wszystkie siły rosyjskie opuściły Bucza w środę 30 marca, zauważa Lauria, powołując się na zgodę wszystkich stron:
rosyjskich i ukraińskich urzędników oraz zachodnich obserwatorów mediów. 
We Włoszech nadal zabija się ludzi respiratorami i propofolem… 
Od tych morderstw pod respiratorami rozpoczęto pseudo-pandemię  
Dr. Zelenko przed sądem rabinicznym o zbrodni szczepień przeciw Covid 
Dr. Zelenko opracował słynny „Protokół Zelenki” dotyczący wczesnego leczenia ambulatoryjnego COVID, za pomocą którego z powodzeniem wyleczył 6000 pacjentów i który obejmuje m. in. hydroksychlorochinę i cynk. Bez owijania w bawełnę wyjaśnia, dlaczego szczepienie przeciwko COVID jest prawdopodobnie najniebezpieczniejszą naukową herezją w historii ludzkości i ostrzega przed potencjalnym ludobójstwem na planecie 
Syntetyczny patogen - to nie jest szczepionka 
Wstrzykuje się im substancję chemiczną po to, żeby wywołać chorobę, a nie żeby wywołać odpowiedź odpornościową i nieprzenoszenie wirusa. Mówiąc inaczej, nic z tego nie powstrzyma rozprzestrzeniania się czegokolwiek. Tu chodzi o, żebyś się pochorował i o to, żeby to Twoje komórki spowodowały chorobę. 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Nazwisko Horban na mapie świata 
 
W pierwszej kolejności powinno zostać ustalone, kto za to odpowie? 
Niektórzy mówią, że jest to wirus, który ma zlikwidować Christmas w Wielkiej Brytanii oraz w całej Europie – unieruchomić kraj w momencie, kiedy chrześcijanie obchodzą jedno z dwóch najważniejszych świąt w ciągu roku 
Jak tlenek grafenu reaguje w organizmie  
Przez szczepionkę dostaje się do tkanek i "mnoży się", tworząc sieć przewodzącą w całym ciele, a następnie...  
Między piekłem a niebem - sytuacja 1 września 2020 
Hanna Kazahari z Tokio 1 września 2020. 
więcej ->

 
 

Święty Mikołaj w skandalomanii


Co jeszcze można powiedzieć o aferach, których demaskacje są już mniej więcej tak samo nudne, jak lunch w McDonaldzie?

Chyba głównie tyle, że jeszcze bardziej odrażające od nich są mechanizmy, które je wyciągają na światło dzienne.
Kto i jak decyduje, że – dajmy na to – seksafera wyskakuje wzorem diabełka z pudełka? Mam tu pewną hipotezę, której – przyznaję – nie jestem pewny. Trudno o precyzyjne i trafne rozpoznania, gdy – opiszmy to za klasykiem – się „przegląda wykopane w błocie i gatunkuje, i nazywa glisty”. Podejrzewam, mianowicie, iż za kulisami miejscowej polityki uwija się święty Mikołaj, któremu zależy na tym, aby pod możliwie najrychlejszą choinkę przynieść nam Platformę w rządzie.

Z początku przeszkadzało mu, że notowania sondażowe i realne wyniki tej głęboko słusznej partii tylko nieznacznie wyprzedzały marne osiągnięcia jej poprzedniczki, Unii Wolności. Władzy trzymało się twardo SLD, któremu zdarzało się przybliżyć i do 50% wyborczego poparcia. Nasz uparty dobroczyńca zmajstrował więc aferę Rywina, wskutek której partia Millera poszybowała w dół tempem samobójcy, skaczącego z wysokiego piętra Empire State Building? Natomiast Platforma utuczyła się procentowo dzięki wołaniu, że rak postkomunistyczny korupcją nas dusi, a przede wszystkim – śledczym wyczynom posła Rokity.

I świętym jednak nie wszystko udaje się przewidzieć. Sztandar świętej wojny przeciw zepsutym elitom bardziej bojowo wznosiło do góry Prawo i Sprawiedliwość, które w efekcie, gdy finał się zbliżał, urosło wyżej niż Platforma. Co gorsza, ambicje jego lidera kazały mu nie zadowolić się – przyjemnie łaskoczącą serce naszego Mikołaja – koalicją PO-PiS. Choć inny układ rządowy wydawał się równie realny jak wieża Babel, to Kaczyński swą mrówczą pracą na koniec go postawił. Przyszło mu jednak zmierzyć się z nie byle kim. Mikołaj współpracuje z istotami o nadprzyrodzonych zdolnościach, których wzrok sięga do najskrytszych zakamarków. Jego sojusznicy, na dobitkę, niczego nie zapominają ani nie wybaczają.

A zatem ich sprawne ręce wyciągnęły zdjęcia z kameralnych imprez sprzed lat, na których osobistości z kręgu Ligi Polskich Rodzin ?le się bawiły. Tymi rewelacjami – bąd?my szczerzy – podniecić się mogli głównie widzowie naiwni albo sprytnie takich udający. Wtajemniczeni wiedzieli bowiem, że partia Romana Giertycha służyła za trampolinę wydoroślałym aktywistom osobliwych – konkretniej, skrajnie prawicowych subkultur politycznych – którzy, ustatkowawszy się trochę, postanowili gdzieś w realnym świecie awansować. Subkulturowa przeszłość wiele wyjaśnia w zachowaniach bohaterów szokujących z pozoru fotografii. Ci, którzy ją mają za sobą, poszukiwali „odjazdu” czy też „odlotu”. I tylko dlatego zdarzało im się podnosić ręce w hitlerowskim pozdrowieniu.

Współcześni ekstremiści nie traktują poważnie swych symboli. Nie chcą oni za pomocą tych ostatnich niczego realnego zdziałać, ponieważ zależy im wyłącznie na tym, aby przez moment było im „cool”. Wiedząc już o nich tyle, bez trudu wyważymy ocenę występków, którymi się niegdyś splamili zdemaskowani działacze LPR. Jeśli się nie zna psychologii grup szukających mocnych wrażeń w rzeczywistości, która bezwzględnie narzuca prozaiczne standardy, to na gesty wyrażające flirt z nazizmem zareaguje się, w oczywisty sposób, słusznie oburzonym wołaniem: dożywotni wstyd i wieczna hańba! Tak naprawdę, były one jednak kontrolowaną błazenadą, której uczestnicy, po zażyciu leku na „hang over”, już nazajutrz wrócili do swych codziennych szarych obowiązków. Gdyby magik z wehikułem czasu przeniósł ich w lata, kiedy na ulicach straszyły brunatne bojówki, ich przestraszone miny prędko by go ostrzegły, iż zabawa posunęła się o wiele za daleko.

Naturalnie, i w takim ujęciu zredukowanym do właściwych wymiarów, udawanie hitlerowca chwały nie przynosi. Partia, która – przystępując do współrządzenia - wzięła na siebie odpowiedzialność za edukację, tym bardziej powinna zweryfikować przeszłość swoich aktywistów, którzy takimi obrzydliwymi idiotyzmami się zabawiali. Do mediów należy zadanie, żeby ostrą krytyką jej w tym pomóc, skoro ona sama nie umie lub nie chce sama tego zrobić. Koniec, kropka.

Afera imprezowa, jeśli ją wolno tak nazwać, wcale jednak w tym punkcie nie wygasła, lecz dopiero zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Ciekawe, że w swoim niepotrzebnie wydłużonym przebiegu często kompromitowała wtrącających się do niej komentatorów i samozwańczych arbitrów jeszcze bardziej niż podsądnych.

Ze względu na moje tyleż długotrwałe, co zawiedzione sympatie, muszę zacząć od lewicy. Przywódca wciąż największego z jej odłamów, Wojciech Olejniczak, miał w związku z nią takie wizje, jak gdyby był świętą siostrą Faustyną Kowalską. Na drzwiach do gabinetu posła Wojciecha Wierzejskiego spostrzegł on napis, którego tam w ogóle nie było! W jego przekonaniu, tak jak na bramie piekła widnieje „Porzućcie wszelką nadzieję”, tak samo u progu kontrowersyjnego – i zresztą rzeczywiście irytującego – prominenta LPR zabraniano wejścia dziennikarzom „Gazety Wyborczej” oraz Żydom. To pierwsze określenie, zdaje się, ma coś wspólnego ze stanem faktycznym, ale drugie tylko jawiło się Olejniczakowi w – rzekłby Aleksander Błok – „boskim zachwyceniu” (czy raczej rozjuszeniu).

Wiadomo, że sny na jawie zaspokajają urojone życzenia. Jakie by to było piękne – roiło się w nieświadomości Olejniczaka, który w realnym świecie jest zaledwie liderem marginalnej i przez wielu ważniejszych od siebie nadal niechętnie tolerowanej opozycji – galopować na czele w roli świętego Jerzego, gromiącego smoka najsurowiej wyklętej skrajności antysemickiej… I to w czyim towarzystwie? Szef SLD chciał przecież bronić ludzi gazety, której gwiazda – mimo iż jej notowania sondażowe i reputacja nie od dziś zniżkują – na widnokręgu biednej lewicowej planetki wciąż świeci jak nasze ziemskie Słońce w upalnym dniu lipcowym.

Znienawidzonemu przez nich (w każdym razie, na pokaz) „Olejowi” dzielnie sekunduje lewicowa subkultura. Tak jest – naprzeciw północy jest przecież południe, a znaku „minus” dopełnia „plus”. Oprócz imprez, gdzie wszechwładnemu liberalizmowi gra się na nosie, zachodząc go z prawa, odbywają się zatem – bli?niacze w pewnym sensie – mityngi, na których atakuje się go od strony dokładnie odwrotnej. Powagi tu tyle samo, co w poprzednim wypadku – czyli, za grosz. Może to i lepiej, bo – w przeciwieństwie do idola, którego noszą na T-shirtach, Ernesto „Che” Guevary – nie poświęciliby cudzego życia w imię rojeń o społeczeństwie, w którym praca będzie przyjemnością albo wręcz orgazmem, zaś państwo gdzieś zaniknie. Inna sprawa, że argentyńskiemu lekarzowi z łatwym do zapamiętania jednosylabowym nickiem zabrakłoby wśród nich naśladowców również, gdy idzie o umiejętność poświęcania siebie. Według nich, góry Sierra Morena i boliwijska dżungla są OK w amerykańskich filmach o Guevarze, lecz błąkać się pośród nich w realu – to byłby już nie fajny odlot, tylko śmieszny obciach. Wystarczy pokrzyczeć raz na kwartał: Bolkestein-Frankenstein, Anticapitalista lub – żeby było coś po polsku, a więc dla ludu: faszyści, burżuje, wasz koniec się szykuje. Albo, z nie większą częstotliwością, zaśpiewać, zniekształcając słowa, a tym bardziej melodię: Avanti popolo… Bandiera rossa triumfera!

Otóż właśnie w miniaturowych mediach tej subkultury również zawrzało wokół Wierzejskiego i zwłaszcza „Gazety Wyborczej”. Szatan z LPR miał porównać żurnalistów tego tytułu do prostytutek. Niektórzy świadkowie posłyszeli – może na tej urojeniowo-życzeniowej zasadzie, zgodnie z którą Olejniczakowi uwidział się potworny napis – że szatan z pobożnej Ligi powiedział o nich rzecz jeszcze bardziej zdrożną. I co z tego? Najemnych ludzi pióra z kur...tyzanami zestawiał mądry marksista Gyorgy Lukacs. A zresztą, i bez szacownego klasyka wiadomo, że gazeta, wokół której na lewicowej scenie wszystko się kręci, w całej swojej, zdecydowanie zbyt długiej historii zawsze stawała przeciwko pracownikom, a zarazem po stronie tych, którzy mają duże pieniądze. Czy ta jej stała praktyka nie przypomina czasem prostytucji, i to bardzo popłatnej? A wobec tego, wśród ludzi lewicy – nie byle jakiej, w dodatku, bo ideowej i niezależnej – na dobrą sprawę powinna zapanować radość, że prawicowiec z dosadnym językiem powiedział po imieniu, co tutaj jest grane, skoro im samym tego nie wypada.

Oczywiście, do tego dojść nie mogło. Nad środowiskami lewicowymi – w równej mierze spod oficjalnych, co subkulturowych znaków – dominuje psychologia kamerdynera. Już się one pogodziły, że w Polsce, wchodząc do polityki lewym wejściem, nigdy nie trafi się do jaśnie państwa. Oleksym, Cimoszewiczom, Millerom, Janikom – a prawdę mówiąc, i samemu eksprezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu – nawet często wygrywane wybory nie potrafiły zastąpić pełnoprawnego herbu. Teraz, kiedy około 15% zdobytych głosów uchodzi w SLD za poważny sukces, nie ma już o czym mówić. Nie w kronikach magnaterii będzie się wspominało o centrolewicowej czołówce, tylko w „Liber chamorum”. Zamilczmy już z litości o graczach politycznych z kręgów subkultury, którym nie powiodło się, w ostatnich wyborach samorządowych, zdobyć ani jednego mandatu radnego. Może kiedyś – ale po cichu i od gumna, błagając Pana Janusza z wielkiego kiedyś klanu Demokratów, żeby się nie gniewał – Olejniczak, Borowski i reszta dopuszczą ich do szerokiej koalicji. Koniec marzeń, towarzysze! Pozostała wam już tylko zastępcza droga do arystokracji. Wkracza się na nią, gdy ktoś niedobry zaczepi – albo tak się tylko wydaje – laickie pismo święte z redakcją na stołecznej ulicy Czerskiej. Wówczas lewicowi Nemeczkowie i gro?nemu Feriemu Aczowi wybiegają na spotkanie. Pęczniejąc i czerwieniąc się ze złości – a równocześnie zasłużonej dumy – wołają: Hands off! No pasaran!

Ich nędznymi szeregami umiejętnie komenderuje przemyślny Mikołaj, który tak bardzo chce nas obdarować Platformą. Łatwo domyślić się, iż to on rozpętuje, umiejętnie mieszając łyżeczką, wybuchające niedawno minionymi czasy burze w szklance wody. Widzicie – z troską kiwa brodą i umiejętnie mruga oczkiem – co się dzieje, kiedy u władzy nie ma ludzi rozsądnego centrum? Ach, w ogóle strach gadać: pogrom szkolnych książek o tolerancji i różnorodności, teoria ewolucji zakazana, godzina policyjna dla młodzieży… Faszyzm, panie kochany! Lepiej zawczasu posłać rodzinę do Londynu, bo tu lada chwila długie noże mogą być w robocie, ot co!

Do tej gry prości lewicowcy włączać się mogą z głupoty, lecz ich komendanci – wolno zgadnąć – czynią to z wyrachowanej podłości. Oczywiście, prowadzenie Mikołajowych manewrów ułatwia przeciwna strona frontu. O tyle, mianowicie, o ile sama podejmuje temat gejowski czy też antydarwinowski, choć łatwo przyszłoby jej z góry przewidzieć, co nastąpi w reakcji.

Dwa słowa podsumowania o problemie skrajności. Na podstawie sondaży i prawdziwych wyborów, wolno ocenić, że subkulturowi ekstremiści w równie małym stopniu są plagą dla demokracji, jak wielkanocny śmigus-dyngus niszczy zdrowie i życie przechodniów. Lecz pod ich sztandarami – powie ktoś – zdarzają się akty przemocy. No cóż, istnieją grupy, które łakną walki ulicznej. Wypatrując pretekstów do niej, przyłączają się do pseudopolitycznych klanów czerwonych rewolucjonistów lub czarnych faszystów. Nie tak dawno, zaatakowanie nożem subkulturowego bywalca Macieja D. przyniosło okazję do histerycznych okrzyków, że w polskich miastach zaczął szaleć faszystowski terror. Na nieszczęście, prawie natychmiast wyszło na jaw, iż ten aktualnie poszkodowany należał wcześniej do praktykujących mistrzów walki nożowniczej. Dopadła go zemsta za urazy wyniesione ze starć na ostrych koncertach. A jej wykonawcą, żeby poniekąd dopełnić miary śmieszności, był syn znanego dziennikarza liberalnego „mainstreamu”. Nie należy zanadto wywlekać na widok publiczny przypadków osobistych czy rodzinnych – za wszelką cenę unikajmy naśladowania naszego świętego Mikołaja. Trudno jednak nie wskazać, skoro sposobność po temu sama się pcha pod palce, że liberałowie postąpiliby słusznie, gdyby najpierw zatroszczyli się o porządek we własnym domu, zanim wybiegną na plac miejski, by krzyknąć: nadchodzi fala faszyzmu!

Powyższe uwagi – zaznaczając to dla porządku – nie zmierzają do usprawiedliwiania tych subkultur politycznych, których bezmyślna skrajność rzeczywiście budzi antypatię. Istniejący porządek ma jednak dosyć narzędzi, żeby ich rozwój skutecznie sparaliżować w zarodku. Temu zadaniu, oprócz wysokonakładowych mediów, zawsze czujnych na ekstremistyczne zagrożenia, służą nadto wyspecjalizowane służby, które – czego dowiodła ostatnio szafa Lesiaka – czujnie tropią ślady skrajności również w ugrupowaniach oficjalnych. Nie warto byłoby też przemawiać na rzecz LPR, która zrujnowała wszelkie wiązane z nią nadzieje – o ile je w kimkolwiek budziła. Na marginesie: w popierającym ją tygodniku „Nowa Myśl Polska”, obok licznych kopii standardowej frazeologii pogrobowców endecji, trafiały się interesujące teksty o gospodarce i geopolityce. Co się stało z ich autorami? Przystosowali się do ogólnej beznadziejności swego ugrupowania, czy też z rozpaczy sarkają gdzieś w niszy, nie mając na nic wpływu? Wypłukiwanie interesujących propozycji z partii należących do centrum – lub przez nie wchłanianych – stanowi dziś o wiele bardziej przykrą kwestię niż osławiona skrajność.

Ale przecież nie obrona demokracji, która na serio nie została napadnięta – ani nie ukaranie LPR za jej wady, jakie by się skądinąd przydało – naprawdę obchodzi rozpolitykowanego świętego. Stara się on wyprzeć z obecnej koalicji rządzącej jej dwóch solidnie już osłabionych partnerów, aby triumfalnie wyciągnąć skarb ze swojego worka. Po ostatecznym upadku Ligi i Samoobrony okaże się – jak mu się wymarzyło – iż bez Platformy jak bez ręki. Tak więc, ugodziwszy dogorywającego Giertycha, dopadł on nieco żywotniejszego Leppera.

W dotychczasowych plonach uparcie się ślimaczącej seksafery, zazwyczaj na tyle płasko obrzydliwych, że od próby ich oglądania dosłownie mdli, kilka jej składników pomimo wszystko zwraca uwagę. Po pierwsze, mianowicie, niedobity skorpion uderzył. Michnik ze swoim przywiędłym organem (jak na obecny temat – porównanie w sam raz) wyglądał już na oldboya. Tymczasem, udała mu się – kto wie, czy nie ostatnia w karierze – akcja w stylu Maradony. Chodzi naturalnie o mecz z Anglią na Mundialu meksykańskim z roku 1986. Michnik, jak wtedy boski Diego, strzelił ręką do wrażej bramki. Ale czy trafił?

Jedna rzecz ważna na pewno została odsłonięta. Samoobrona bez żalu – jak kiedyś postkomunistyczna „Trybuna” – rozstała się z ludem. Jej gwiazdozbiór tworzą nowobogaccy. Choć już posiedli mandaty poselskie, czyli zupełnie przyzwoite bilety wstępu do porządnego towarzystwa, wciąż im się przypominają obyczaje, których nabyli, rozbudowując swe knajpy, firmy i gospodarstwa. A zgodnie z nimi, kto ma fundusz wypłat, ten ma władzę nie tylko nad świadczeniami pracowniczymi. Oprócz dusz najętych przez siebie ludzi, na które się mniej łakomi, dysponuje także ich ciałem. Do niedawna, jego totalna przewaga mało kogo martwiła. Jeśli umowa o pracę została podpisana zgodnie z obowiązującymi regułami prawnymi, do czego jeszcze się wtrącać? Dawcom etatów i pensji zdarzało się wprawdzie łamać literę umów, a w dodatku gubić klucz do sejfu z pieniędzmi na miesięczne wynagrodzenia, lecz i w tym rzadko dostrzegano powód do głębszych obaw. Tak się po prostu dziać musi, póki nie dokończymy budowania kapitalizmu, póki się nie zaaklimatyzujemy w Unii Europejskiej… I tak dalej.

Obecnie za to oburzać się na zniewolenie pracownika bywa już w dobrym tonie. Pod warunkiem, że oplącze się je modną frazeologię z importu. Władzę dysponenta grubej forsy, który równie dobrze może chodzić w spodniach i bluzie, jak w kostiumie, przesłania pył z młócenia feministycznej słomy. Ach, gdzie te czasy, kiedy na telewizyjnym forum feminizmu pod nazwą „Babskie gadanie” dorabiano wyższe uzasadnienie do zwolnień grupowych. Pracownicy, osobliwie w górniczych mundurach, mieli na swój smętny los zasłużyć sobie tym, że w ich zacofanych rodzinach ?le traktowało się żony. Żargon establishmentu rozciąga się elastycznie jak guma. W jego najbardziej postępowym sektorze zabrzmiały inne d?więki: ach, ci biedni pracownicy… ileż to oni zarabiają… jakieś dwa tysiące… no nie, boki zrywać, hi, hi… rzeczywiście trzeba im współczuć! A jeśli w dodatku te biedne stworzenia dają się przedstawić jako ofiary represyjnego patriarchatu, to już tylko paluszki lizać i biec na protest.

Łapiąc dwie sroki w garść, Polska oświecona zyskała jakby bardziej europejską motywację do pogardzania Lepperem. Kiedyś jej beniaminek, Tomasz Lis, przypomniał wodzowi Samoobrony, że konia, który się za bardzo rozbrykał, uspokaja się batem. Porównywać chłopa – sorry, farmera – do zwierzęcia domowego? Może to i fajne, ale jakieś staromodne. Teraz na Leppera można z czystym sumieniem się poskarżyć chociażby i w Paryżu, bo on i jego adiutanci przecież molestują.

Chwytliwe tematy są już na tapecie, a więc zapewne będzie się je tłuc dopóty, dopóki LPR i Samoobrona nie zostaną pod taką skoncentrowaną presją propagandową wyproszone z rządu. A wtedy, trudna rada, PiS-owi przyjdzie się zgodzić na – wielkodusznie zaoferowany mu przez Platformę – kontrakt z przedterminowymi wyborami jako główną pozycją. Chyba że… Tym partiom, i tak już posiadającym śladowy elektorat, nic nie zostało oprócz kurczowego trzymania się nogawki premiera Kaczyńskiego. Z takimi koalicjantami łatwo się rządzi i przegłosowuje ustawy. Czyżby z manewrami kochającego liberałów świętego Mikołaja splatały się manipulacje jeszcze innych tajemniczych magików?

Tak czy owak, wydało się, iż naprzeciw Polski establishmentowej nie stoją szeregi ludu ani nawet motłochu, lecz jedynie podejrzane grupy interesów, które na ludowe imię powołują się nadaremno. Dwie spośród tych grup, które pod wodzą Leppera i Giertycha na moment się przebiły, właśnie wydają ostatnie tchnienie. Zanosi się, wobec tego, że kraj wróci niedługo do stanu, który miarodajni komentatorzy nazywają normalnym. Niczego dzisiaj nie można być pewnym. Wiele jednak wskazuje, iż święty Mikołaj, który na zbliżającą się Wigilię jeszcze nie dał rady przyjść z Platformą, najdalej za rok wywiąże się ze swego zadania. A gdyby nawet się stało inaczej, to i tak nic ważnego się w efekcie nie zmieni.

http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=6717
17 grudzień 2006

Jacek Zychowicz 

  

Archiwum

Kto komu służy?
październik 31, 2003
Artur Łoboda
Liban- Zagłodzenie narodu
sierpień 9, 2006
Michał Likowski
Dlaczego.............?
listopad 9, 2008
tłumacz
Winiety ? czy grabież w biay dzień ?
sierpień 20, 2002
Albanian Organ Market
kwiecień 29, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas Toronto
Kolejny start zespołu rakietowego ZENIT
maj 10, 2008
tłumacz
Międzynarodowy Fundusz Walutowy znów ma dużo do powiedzenia na tematy wewnętrzne Polski
czerwiec 26, 2002
PAP
Kto - kogo obraża?
maj 25, 2008
Artur Łoboda
Ameryka to zadupie !!!
marzec 15, 2007
P. I.
Rosja przeciwko zmianie reżymu w Teheranie
wrzesień 22, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Wykład o broni i obyczajach.
luty 3, 2007
Jan Lucjan Wyciślak
Kołodko zapowiada narodową krucjatę walki z bezrobociem
lipiec 27, 2002
PAP
USA traci na sile. Spadek Bogactwa USA
luty 7, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Blisko 10 tysięcy złotych na statystycznego Polaka
Tyle pieniędzy odbiorą nam w podatkach
tylko z czego?

styczeń 23, 2003
PAP
Historia kołem się toczy - po latach nadal magiel i seksafery...
grudzień 23, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Niemieccy intelektualiści potępiają zbrodnie amerykańskie
kwiecień 4, 2003
Zmarł ks. Jan Twardowski
styczeń 18, 2006
interia.pl
umiaru i rzeczowości...
październik 11, 2005
Tadzio
Atak na Bejrut jako akt terroru i jego skutki
sierpień 4, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
O Krakowie w cieniu Wrocławia
grudzień 18, 2007
www.krakow.pl
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2024 Polskie Niezależne Media