|
| CAŁA PRAWDA O KATASTROFIE SMOLEŃSKIEJ WIDZIANA OCZYMA PILOTÓW ! |
|
Panie Kapitanie Jerzy Grzędzielski,
chylę czoła jako młodszy kolega lotnik, za poniższy tekst. Brakowało mi dotąd głosu, tak doświadczonego pilota, opisującego tragędię smoleńską, tak kompetentnie i fachowo, jak Pan to zrobił. Pozwoliłem sobie zatem, na rozpowszechnienie Pańskiego tekstu, z nadzieją na możliwe szerokie dotarcie do opinii publicznej. Zwracam się do internautów o liczne udostępnienia w internecie stanowiska w tej sprawie, wyrażonego przez świetnego pilota - prawdziwego nie kwestionowanego eksperta lotniczego. |
|
| Deklaracja Wielkiej Barrington |
|
| Po atakach, oto wypowiedź profesora Sucharita Bhakdi. |
|
| Sędziowie nie wierzą w kowida i nie dają się zastraszyć. Ale, czy innych karzą za brak maski? |
|
| Impreza w SĄDZIE REJONOWYM. W sali rozpraw zrobili bankiet. Przyjechała policja |
|
| TO POWINIEN KAŻDY OBEJRZEĆ! |
|
| David Martin - Wystąpienie w Parlamencie Europejskim na III Międzynarodowym Szczycie Covid |
|
| Dyrektorzy Moderny i AstraZeneca obwiniają Rządy za niebezpieczne szczepionki |
|
Chciałbym poznać datę, jeśli to możliwe, kiedy rozszyfrowaliście całą sekwencję DNA tego wirusa, czy też opieraliście się wyłącznie na sekwencji dostarczonej przez rząd chiński?
Czy podczas prób na ludziach umierali u was ludzie, a jeśli tak, to na jaką chorobę umierali? |
|
| Zielony ŁAD zniszczy UE, a wcześniej zniszczy prywatną własność |
|
| |
|
| Kryptoreklama-czy prawdziwe lekarstwo na cukrzycę? |
|
| "W naszym kraju nie skupiamy się na leczeniu diabetyków, ale na zarabianiu pieniędzy przez duże koncerny farmaceutyczne." |
|
| Ljubljana - protesty przeciwko szczepieniom |
|
29 września 2020 roku po incydencie na obwodnicy Lublany trwa na Placu Republiki protest przeciwko szczepieniom Covid-19
|
|
| Nastąpił globalny zamach stanu |
|
| Oszustwo covid-19 zostało wymyślone w jakimś celu; była to część planu, który zaczął się na poważnie w latach 60., kiedy grupa ludzi spotkała się i zgodziła, że świat jest przeludniony. |
|
| Strzeżcie się Obamy |
|
| Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? |
|
| Meredith Miller - Trauma w relacjach ludzi z rządem. Psychologiczne aspekty operacji „Covid-19” |
|
Jak robi się z ludzi idiotów czy zmanipulowane marionetki i jak ludzie robią to sobie sami !
|
|
| Patriotyzm |
|
| Piosenka Lecha Makowieckiego |
|
| Ludobójstwo covid |
|
| Wywiad z CLAIRE EDWARDS |
|
| Historia kontroli bankowej w USA |
|
| Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie. |
|
| Chazarskie tajemnice Rosji |
|
| Mowa tu o szeregu mesjanistycznych założeń leżących niemal na granicy proroctw i legend, u których podstaw leży jeden cel – że na obszarze, gdzie obecnie toczą się walki na Ukrainie, ma powstać nowe państwo żydowskie. |
|
| Drugi List otwarty prof. Ryszarda Rutkowskiego |
|
| Panie Ministrze, Szanowni Państwo to prawda "że Internet przyjmuje wszystko", ale na szczęście pozwala też przełamywać rządową cenzurę i autocenzurę polskich naukowców i lekarzy, którzy swoim milczeniem autoryzowali i dalej autoryzują wielokrotnie bezzasadne działania rządu (np. w sprawie przymusowego noszenia maseczek). Dzisiaj bowiem w Holandii, Czechach, Szwecji, na Białorusi miliony ludzi chodzą bez maseczek na twarzy, nie chorują i nie umierają. W Polsce zaś, wbrew opiniom naukowców z Australii, czy USA miliony rodaków, w tym młodzież licealna, studenci i schorowani seniorzy muszą narażać swoje zdrowie nosząc "cudowne" bawełniane maseczki i/lub przyłbice |
|
| Znany brytyjski prezenter radiowy, który nazwał antyszczepionkowców "idiotami", trafił do szpitala |
|
Jego płuca były „pełne skrzepów krwi”. James Whale ujawnia, że ​​otrzymał transfuzję krwi, ale to nie zadziałało.
We wrześniu ubiegłego roku prezenter radiowy napisał, że nie może się doczekać kolejnego zastrzyku. „Wszyscy przeciwnicy szczepień, wszyscy idioci, wszyscy szaleńcy, którzy mnie trollują, wiecie, co możecie zrobić? |
|
| Były agent CIA ujawnia, jak Izrael zmusił Trumpa do zbombardowania Iranu |
|
| |
|
| Ekspert od COVID-u, okazał się być awatarem stworzonym przez Chińczyków |
|
| |
|
| Dr. Jeff Barke przerywa milczenie o COVID19 |
|
| |
więcej -> |
|
Upadek Polski przez Michnikowczyzne
|
|
Sitwo, ojczyzno moja
Rafał A. Ziemkiewicz 15-02-2008
Jeśli oderwiemy się od bieżących połajanek, a spróbujemy znale?ć główny spór polskiej polityki, to okaże się, że tak naprawdę zmieniły się jego zewnętrzne przejawy, a istota pozostaje ta sama. Nie wygląda też na to, by ktokolwiek się kwapił z nowymi pomysłami - pisze Rafał Ziemkiewicz
autor zdjęcia: Janusz Kapusta
?ródło: Rzeczpospolita
+zobacz więcej
Polska polityka nie wkroczyła trzy miesiące temu w jakąś nową erę. Zasadnicze wyzwanie, jakie stoi przed Polską, jest bowiem cały czas to samo. To modernizacja kraju – dogonienie Zachodu, od którego wskutek historycznych nieszczęść zostaliśmy na wiele dziesiątków lat odcięci. W tym pojęciu mieści się przebudowa ekonomiczna, w kierunku wolnorynkowego kapitalizmu oraz przebudowa społeczna w kierunku systemu liberalno-demokratycznego. Spór dotyczy tego, który z elementów modernizacji jest ważniejszy dla powodzenia całości procesu.
Kto co woli modernizować
Czy uruchomienie mechanizmów ekonomicznych skutkuje zmianami społecznymi, przede wszystkim wykształceniem "klasy średniej" i upowszechnieniem własności, które w naturalny sposób przekształcają poddanych partyjnej nomenklatury w społeczeństwo obywatelskie, czy przeciwnie, nie da się stworzyć gospodarki wolnorynkowej bez odtworzenia zdrowej tkanki społecznej poprzez reprywatyzację, powszechną prywatyzację (czy, jak wolą niektórzy, powszechne uwłaszczenie) i likwidację przywilejów, jakimi "realny socjalizm" odróżnił "równych od równiejszych"?
Środowiska, które zawierały pakt Okrągłego Stołu i które poprzez różne partie polityczne dominowały w pierwszym piętnastoleciu wolnej Polski, zdecydowanie wybrały pierwszą odpowied?. Ubierając to w różne słowa, czasem jawnie, czasem pod osłoną cynicznie używanej retoryki socjalnej, kolejne rządy, przy nieodmiennym wsparciu establishmentu, realizowały zasadę "po pierwsze gospodarka", w przekonaniu, że dobre wyniki makroekonomiczne przełożą się stopniowo na szeroką społeczną akceptację dla nowego porządku, a dobrobyt zaowocuje ucywilizowaniem na wzór zachodni sceny politycznej.
Zwolennicy drugiego poglądu nie mieli zbyt szerokich możliwości sformułowania alternatywnego planu pozytywnego. Ze stosunkowo największym społecznym rezonansem udało się to twórcom programu uwłaszczeniowego firmowanego przez NSZZ "Solidarność", ale do jego realizacji zabrakło politycznych narzędzi. Jeszcze bardziej niszowy charakter miały starania środowisk – przyznajmy, słabych i lekceważonych przez partyjnych przywódców – pracujących nad prawicowymi programami. Jedynie Unia Polityki Realnej, choć nie odniosła żadnych sukcesów politycznych, zdołała zauważalnie wpłynąć na sposób myślenia, zwłaszcza kształcącej się młodzieży.
Uśpić wichrzycieli
Wybór, który z elementów cywilizacyjnej modernizacji należy uznać za priorytetowy, warunkował jednak nie tylko to, co nazywam tu programem pozytywnym, ale także odpowied? na pytanie, co stanowi dla polskiej modernizacji – a więc dla Polski – największe zagrożenie. Partie i media wyrażające sposób myślenia establishmentu uznały, że modernizacji zagrażają przede wszystkim niepokoje społeczne. Uznały też, że niepokoje takie są więcej niż prawdopodobnym skutkiem uwolnienia jakichkolwiek emocji, czy to historyczno-rozliczeniowych, czy roszczeniowych.
Zbudowano tu swoistą odmianę eisenhowerowskiej "teorii domina" z czasów "zimnej wojny", wyłożoną najbardziej otwarcie w artykułach Adama Michnika. Jakiekolwiek wichrzenie (a wichrzeniem była nawet próba stworzenia wzorowanego na zachodnim systemu partyjnego), czy to polityczne, mające swe ?ródło w rozliczeniach zbrodni komunistycznych, dekomunizacji i lustracji, czy też obliczone na korygowanie społecznych niesprawiedliwości ścieżki reform, która "przyjaciołom przyjaciół" daje fortuny, a masę prostych obywateli wydziedzicza z dorobku całego życia, nieuchronnie muszą doprowadzić do załamania reform i odejścia zarówno od wolnorynkowego, jak i demokratycznego kursu wyznaczonego przy Okrągłym Stole.
Do rangi racji stanu podniesiono więc utrzymanie społeczeństwa w stanie uśpienia, tak jak usypia się pacjenta poddawanego skomplikowanej operacji; rolę narkozy (i nasuwa się tu skojarzenie raczej z dawnym obyczajem głuszenia chorego pałą niż współczesnymi, subtelnymi metodami) odegrać miała jednomyślność odpowiednio wykreowanych "autorytetów", wsparta potęgą propagandową realizującą nadwiślańską odmianę "politycznej poprawności". Przy zadawaniu Polakom owej "narkozy" okrągłostołowy establishment szybko rozgrzeszył się z łamania zasad przyzwoitości, gwałcąc debatę publiczną i zatracając umiar w demonizowaniu rzeczywistych, a nawet tylko potencjalnych, przeciwników jedynie słusznej ścieżki Wielkiej Przemiany, jako faszystów, "ludzi niegodnych podania ręki", populistów etc.
Śmiertelna zemsta faktów
Zjawisko to, które od nazwiska głównego kodyfikatora ideologii III RP nazwałem michnikowszczyzną, przyniosło różnorakie szkody. Przede wszystkim całkowicie fałszywa była ocena sytuacji, jaka legła u jego podstaw: Polsce nie zagrażała ani nacjonalistyczna dyktatura, ani jakobinizm. W przekonaniu establishmentu operacja stworzenia normalnego państwa demokratycznego i rynkowego, w imię której "uśpiono" społeczeństwo, miała dać błogosławione efekty w ciągu jednej, najdalej dwóch kadencji. Tymczasem za zasłoną narzuconego przez "autorytety" milczenia zamiast oczekiwanej normalności mieliśmy coraz większe patologie, aż po piętnastu latach i spektakularnym zawaleniu się kolorowej fasady "reform" wyjrzała zza niej zgnilizna państwa rządzonego przez gangi skorumpowanych i zblatowanych kolesiów. Jednak gdy wskutek tego 80 procent wyborców oddało swój głos na partie obiecujące radykalne zerwanie z III RP, wbrew jeremiadom Michnika, nie spowodowało to końca demokracji, faszystowskiej dyktatury ani powrotu do państwowej gospodarki nakazoworozdzielczej.
Wśród wspomnianych wyżej szkód nie ostatnią jest kompletne obezwładnienie części polskich elit intelektualnych i pogrążenie ich w intelektualnej impotencji. Dominacja michnikowszczyzny sprawiła, że praktycznie od pierwszych miesięcy III RP jej religią, kostniejącą z każdym rokiem, stała się walka z fantomem "zagrożenia demokracji". W praktyce walka z owym zagrożeniem sprowadziła się do zajadłej krytyki wszelkich prób naruszenia pomagdalenkowego status quo. "Nie ma gorszych reakcjonistów niż byli rewolucjoniści, gdy wreszcie dorwą się do władzy" – powiadał klasyk. Prawidłowość ta potwierdziła się w pełni, podobnie jak i ta, że postawa skrajnie reakcyjna, zachowawcza, stopniowo degraduje intelektualnie jej wyznawców.
Cała mądrość tych, którzy chcieli być "nie na prawicy, nie na lewicy, tylko na przedzie" sprowadziła się koniec końców do labidzenia, że "demokracja jest zagrożona, bo podważa się autorytety", "znieważa się nawet Kuronia i Herberta", Kaczyński przypomina Gomułkę i Putina, a zaplute karły z prawicy podnoszą rękę na samego Michnika, kierując się zawiścią, bo jakież można sobie wyobrazić inne powody, dla których mógłby ktoś Michnika krytykować.
"Fakty teoriom przeczą, a to jest karygodną rzeczą" – ironizował mistrz Szpotański, i ta ironia jak ulał pasuje do sytuacji michnikowszczyzny. Skoro z jej teorii wynika, że utrata władzy przez sojusz z Magdalenki musiała spowodować kryzys demokracji w Polsce, to wbrew faktom trzeba się upierać, że ostatnie dwa lata były czasem totalitarnej dyktatury. Zgoda co do faktów kompromitowałaby postawę michnikowszczyzny w całym piętnastoleciu. Z tego kanału "warszawka i krakówek" już nie wyjdą – michnikowszczyzna, mimo pozorów opiniotwórczości, jest już intelektualnym trupem, coraz gorzej pachnącym. Żadne transfuzje z Żiżka i Osta, przeprowadzane przez środowisko "Krytyki Politycznej", nie są w stanie wyrwać jej z bezkrytycznego czy zgoła sklerotycznego uporu, że wszystko, co można najlepszego, wymyślono już i wcielono w życie, zanim Rywin przyszedł do Michnika, a teraz pozostaje bronić tego przed populistami.
Kaczyński o dziesięć lat za pó?no
Podczas gdy michnikowszczyzna skupiała uwagę zarażonych nią elit na zagrożeniach bąd? to całkowicie urojonych, bąd? drugorzędnych, stopniowo nasilała się nieleczona choroba, która w istocie od samego początku stanowiła główne zagrożenie dla modernizacji Polski. Zalążkiem tej choroby było zaniechanie rozbicia struktur społecznych Peerelu, a zwłaszcza jej nomenklatury i aparatu przemocy.
W teorii miały je unieszkodliwić prywatyzacja i wolny rynek (choć że była to teoria chybiona, można było stwierdzić już w roku 1991 r., obserwując Rosję). W istocie siła powstałych na ich bazie grup interesu zdeprawowała III RP, w znacznym stopniu czyniąc i z wolnego rynku, i z demokracji fasadę dla mechanizmów oligarchicznych w typie latynoamerykańskim.
Z taką diagnozą zagrożenia dla modernizacji występował już na początku lat dziewięćdziesiątych Jarosław Kaczyński. Występował jako niejedyny, ale jako jedyny z tych, którzy tak odczytali sytuację, zdołał się utrzymać na scenie politycznej do czasu, aż społeczeństwo zaczęło się wybudzać z zadanej mu narkozy. Niestety, jak słusznie zauważył w "Dzienniku" Robert Krasowski, Kaczyński po roku 1992 nie był zdolny do aktualizowania swej diagnozy, i kiedy mógł uczynić ją podstawą praktyki rządzenia, była już w znacznym stopniu anachroniczna.
Wszystko wskazuje na to, że Kaczyński naprawdę wierzył w jednolity układ – mafię, której rozbicie jest sprawą jednej zdecydowanej operacji policyjnej. Tak jak reformatorzy początku poprzedniej dekady wierzyli, że wystarczy przez pewien czas powstrzymać społeczną aktywność, a reformy wszystko zmienią, tak Kaczyński sądził chyba, że byle zyskać na czasie – poprzez dopuszczenie do konfitur Leppera i Giertycha – prokuratorzy wydobędą na światło dzienne nici łączące Kwaśniewskiego, Millera i "Wyborczą" ze wszystkimi szemranymi sprawami i mafiami ostatnich piętnastu lat.
A piętnaście lat to dość, aby nawet struktura budowana w sposób planowy i otwarty zdołała się zasadniczo zmienić. Żaden zaś układ, pozostańmy przy tym wieloznacznym określeniu, nie był w III RP tworzony według z góry przyjętych planów. Komuniści istotnie mieli plan zachowania przywilejów nomenklatury, ale rozsypał się on 4 czerwca 1989 r. – od tego momentu zmuszeni byli do improwizacji, która powiodła się tylko dzięki niewiarygodnej, z dzisiejszego punktu widzenia, naiwności i nieudolności ówczesnego kierownictwa OKP.
Feudalna pamięć materiału
Zło, jakie się tu dokonało, nie polegało jednak na stworzeniu jednolitej, tajnej struktury, podporządkowującej sobie z ukrycia całe państwo. Owszem, na drobną skalę takie struktury, chroniące interesy pewnych grup dawnej władzy, powstawały, i było to tolerowane w błogim przekonaniu, że z czasem reformy odbiorą im rację bytu.
Zło polegało na uruchomieniu fatalnej dynamiki społecznej zmiany. Zamiast nowoczesnego społeczeństwa, w którym zdolny pucybut może zostać milionerem, a leniwy milioner stracić fortunę, przez kilkanaście lat III RP odbudowywała, w znacznym stopniu spontanicznie, wedle zasady "przykład idzie z góry", parafeudalną strukturę Peerelu, w której o awansie człowieka i jego zamożności nie decydowały osobiste przymioty, ale znajomości i powiązania.
Nierozbite postkomunistyczne układy, na których skupił się Kaczyński, nie były tu przyczyną najistotniejszą. Skoro zabrakło znaczącego impulsu modernizacyjnego – a zabrakło, bo w lęku przed społecznymi niepokojami tłumiono jak się dało wszelkie spontaniczne działania – działać zaczęła "pamięć materiału". Poszczególne środowiska, począwszy od tych odgrywających w państwie szczególną rolę, zaczynały odtwarzać swe wewnętrzne feudalne mechanizmy, uzyskiwać u władzy przywileje wyłączające je spod działania praw rynku i wolnej konkurencji. Prawnicy, naukowcy, lekarze, geodeci, architekci, nadzory budowlane… nie ma tu sensu wyliczać, gdyż lista ta dziś obejmuje niemal wszystkie zawody, które w krajach cywilizowanych gwarantują awans i karierę – rok po roku zamykali się i umacniali rządzące nimi mechanizmy przypominające wojskową "falę".
Po piętnastoletnim uśpieniu Polacy, zamiast we Francji czy Niemczech, obudzili się w Boliwii, w państwie z pozoru wolnorynkowym, gdzie bodaj nigdzie nic nie można osiągnąć bez protekcji, znajomości, w ostateczności łapówki. Państwie, które młodemu, zdolnemu naukowcowi, lekarzowi czy prawnikowi ma do zaoferowania tylko wieloletnie terminowanie i pracę na rzecz rządzących środowiskiem starych partyjnych "szych" i ich dzieci, w nadziei, że w końcu łaskawie pozwolą mu oni awansować.
Ciepełko za zamkniętymi drzwiami
Patrząc z punktu widzenia interesu wspólnego, możemy powiedzieć, iż III RP okazała się Rzecząpospolitą kolesiów, sitw, klik i branż, państwem, gdzie polityka polega na rwaniu do siebie i na lawirowaniu między silniejszymi i słabszymi grupami interesów, zaspakajaniu ich roszczeń w zamian za udzielone poparcie. Sprzyja temu stanowi rzeczy powszechny brak poczucia dobra wspólnego, który Polaków sprowadził do roli polactwa, brak instynktu państwowego, triumf cynizmu i urbanowego "panświnizmu", które sprawiają, że w społecznym odczuciu każdy, kto nie kieruje się prosto pojmowanym interesem swoim i swojej grupy, sitwy, a już zwłaszcza odważa się z niej wyłamywać, jest naiwnym frajerem albo szkodliwym głupkiem.
Dopóki tak Polska wygląda, dopóty jej modernizacja musi być powierzchowna i nietrwała, bez względu na to, ile uda się pozyskać unijnych funduszy, tak jak nietrwała okazała się np. modernizacja Iranu, mimo wydania na nią z kaprysu szacha miliardów petrodolarów.
Patrząc z punktu widzenia obywatela, najistotniejszą cechą takiej Rzeczypospolitej Sitw jest zamknięcie dróg awansu i wszelkich jego rodzajów. Awansu zawodowego, cywilizacyjnego, finansowego. Nawet w znowu entuzjastycznej wobec rzeczywistości "Wyborczej" znale?ć można listy od młodych naukowców, skarżących się na feudalną władzę profesorów, na konieczność dopisywania "patronów" do prac, przy których nie kiwnęli oni palcem, limitowaniu przez "falowców" dostępu do grantów i aparatury.
Z drugiej strony przygnębiające wrażenie sprawiają informacje o tym, jak traktowani są na polskich uczelniach naukowcy, którzy porobili kariery na Zachodzie, z ominięciem tutejszych układów: szykanowani i wypluwani jako element obcy, zagrażający błogiemu ciepełku. Sięgam po ten przykład, żeby nie eksploatować w nieskończoność patologii środowiska prawniczego. Niczym się ono nie różni od innych.
Dziś tę właśnie blokadę awansu, czy mówiąc mądrzej, petryfikację struktury społecznej, nazwałbym polskim problemem numer jeden.
Politycy, którzy za sprawą ordynacji wyborczej oraz ustawy o finansowaniu partii też stali się jeszcze jednym kartelem, dawno już przyjęli do wiadomości, że realnie rządzenie Polską nie polega na komunikacji z "masami". Masy mają tu niewiele do powiedzenia – mogą iść albo nie iść na wybory, a jeśli pójdą, mogą poprzeć w plebiscycie jedną z partyjnych list, ale o tym, kto wejdzie do parlamentu, nie decydują one, tylko prezes, który listę układał. Realnie sztuka rządzenia polega w Polsce na układaniu się z sitwami, koteriami, klikami, kamarylami i lobbies.
Inwestycje grup interesu
Czy zanik znaczenia SLD oznacza, że nie ma już problemu postkomunizmu? Odpowiem pytaniem: a czy zniknięcie ZChN oznaczało, że nie ma już w Polsce "narodowych katolików"? Czy upadek UW oznaczał koniec michnikowszczyzny albo upadek AWS koniec lobby związkowego? W takim systemie, jaki się w Polsce wytworzył, partie są tylko swoistymi inwestycjami grup interesu. SLD przestało cokolwiek zapewniać, więc "inwestorzy" wycofali z niej swoje aktywa, ale czy to znaczy, że wycofali się z rynku, czy tylko przenieśli je gdzieś, gdzie mogą liczyć na więcej? Jak by powiedział Kisiel – zgadnij, kotku.
Nie rozwodząc się nadmiernie nad meandrami bieżącej polityki – sądzę, że znaczna część tych, którzy głosowali w roku 2005 na PiS i PO, widziała w zapowiadanej IV RP i "szarpnięciu cuglami" nadzieję na odblokowanie możliwości awansu. Nadzieje te zostały zawiedzione, rewolucję moralną skompromitowała koalicja z Lepperem, a ostatecznie pogrążyło Kaczyńskiego skupienie na tropieniu komunistycznego "układu" i w ogóle na przeszłości. PiS, uwikławszy się w bardzo ostry konflikt z zagrożonymi grupami interesów, zaniedbał – mimo pewnych rzeczywistych starań, na przykład o otwarcie zawodów prawniczych – pozyskanie głosów ludzi młodych. Te głosy zdołał pozyskać w ostatnich dwóch tygodniach kampanii Donald Tusk, ponieważ jego obietnice można było odbierać właśnie jako zapowied? udrożnienia mechanizmów awansowania, dorabiania się poza sitwami czy korporacjami.
Czy Tusk te nadzieje jest w stanie spełnić? Wątpię, czy w ogóle zamierza. Z każdym dniem jego rządów wątpię w to coraz bardziej. Wszystko wskazuje bowiem, że pomysłem tego rządu na trwanie i zachowanie popularności jest właśnie uleganie sitwom i oddawanie im pola, a nie wchodzenie z nimi w konflikt. Czy jest je w stanie spełnić Kaczyński? Nie widać, żeby w ogóle zastanawiał się, dlaczego nie udało mu się to wcześniej, więc jeśli wróci do władzy, prawdopodobnie znów uzna, że przede wszystkim trzeba wytropić układ, a to wymaga oparcia się na kolejnych Netzlach, Kaczmarkach i Kornatowskich.
Zgodzić się trzeba, że obecny polski spór polityczny, sprowadzony do żałosnego wyciągania sobie, kto kiedy rozmawiał z oficerem WSI, a kto zjadł kolację w restauracji albo popsuł laptopa, jest, mówiąc brutalnie, picem na wodę; rzeczywiste mechanizmy znowu, jak za czasów przedrywinowych, zostały ukryte przed przeciętnym obywatelem, karmionym przez media, zwłaszcza elektroniczne, papką "inforozrywki". Być może znowu, jak w 2005 r., obywatele zdołają się przeciwko temu skutecznie zbuntować. Nie zmienia to wszystko faktu, że problemy Polski, a zatem kryteria, według których należy oceniać polityczną sytuację, pozostają te same.
¬ródło : Rzeczpospolita |
|
18 luty 2008
|
|
ziemkiewicz
|
|
|
|
Atimes: Putin na prezydenta USA!Ratować USA!
luty 15, 2008
marduk
|
Zaostrzone mają być przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu
maj 4, 2007
Marek Olżyński
|
Unia Europejska zjednoczona... cudem?
sierpień 19, 2004
|
Osiągnięcia kulturalno-cywilizacyjne "naszego sojusznika" należy promować!
maj 2, 2004
|
Nacjonalizm,Faszyzm!
listopad 27, 2006
mik4
|
Cła po polsku
luty 10, 2003
zaprasza.net
|
Polowanie Na Zyski Z Nieruchomosci
luty 28, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
|
AOL przyznaje się do przekłamań w księgowości
sierpień 15, 2002
PAP
|
Skutecznie przeciwstawić się Lepperowi
czerwiec 22, 2002
PAP
|
Nowe barbarzynstwo
kwiecień 14, 2003
przesłała Elżbieta
|
Żydowskie nagrobki jako fundament stodoły
listopad 11, 2003
|
Światowy Dzień Chorego 11.02.04
styczeń 24, 2004
Adam Sandauer
|
Aurea mediocritas (!)
listopad 10, 2005
Marek Olżyński
|
Moczymordo ty moja
październik 7, 2007
.
|
Tym razem nie udało się przywłaszczenie kamienic
wrzesień 10, 2002
Artur Łoboda
|
Zneutralizować logikę "zderzenia cywilizacji"
wrzesień 28, 2006
Etienne Balibar
|
Dezodorant czy mydło? - Agencje PR dla zmiany wizerunku koropracji lekarskiej
styczeń 25, 2006
Adam Sandauer
|
Postępowania zaciemniające
grudzień 13, 2008
Witold Filipowicz
|
List do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego
lipiec 24, 2005
Artur Łoboda
|
Konfidentów bój ostatni
sierpień 20, 2006
Stanisław MICHALKIEWICZ
|
więcej -> |
|