|
moje przykazania - 2
|
|
Niewielu więc ludzi według moich kryteriów daje się cenić za inteligencję i odwagę... Żałować zatem zacząłem niedawno, że Ci których takimi cechami obdarzyłem, na historyjki, które w głowie mojej siedzą patrzą z niejakim niedowierzaniem. Podzielić się więc z nimi muszę bajką pierwszą...
„...I byli sobie bracia trzej...Najstarszy z nich, bogactwa dziedziczący, majątkiem dysponując, co do młodszego, nienawiść w sobie rozbudził w obawie, że tamten dybać będzie na schedę jego... O życie swoje się obawiając za ocean się średni salwował ucieczką - zemstę zaprzysiągnąwszy jemu...
Wyrzuty zagłuszając swoje, nad niemowlęciem najmłodszym pieczę najstarszy roztoczył doskonałą, przez pół wieku bez mała chroniąc dziecię przed dostępem do prawdy straszliwej - rodzinną tajemnicę za murem pogrzebawszy...
Rósł średni natenczas, mięśni i masy nabierając a rozum swój hartując w hrabiego Monte Christo lekturze... A przystosowawszy się wyróżniać już się zaczynał i wzrostem i powabem bo pośród głupców mędrcem – kto głupotę własną mądrością okrzyknie i innym narzuci...
Tymczasem w ojczy?nie, majątek powoli braciom topniał a więzy między nimi rodzinne upadać zaczęły gdy starość odkrył młodzieniec i niedołężność opiekuna swego, któremu uczucia wszystkie ofiarował...
Aż pewnego letniego miesiąca, gorączka lata parnego, głowę młodzieńczą najmłodszego buntem rozpaliła i w ostatecznej kłótni braci dotąd najbliższych poróżniła...
Średni, w sił pełni, ani młodszego rodzeństwa swego się domyślając tymczasem plany swoje w czyn wprowadzać zaczął... w młodzieńcu narzędzie dla siebie znalazłszy... Czarowne wizje roztaczając, raju obrazy przywołując, nienawiść przeciw starcowi niedołężnemu w głowę młodzieńczą wlewał... aż ten, winą całą za niewiedzę swoją i za niemoc swoją opiekuna swojego dotychczasowego obarczył ostatecznie. O zemsty słodyczy!..
Rak niewyleczalny coraz większe obszary starczego ciała zabierać zaczął, w łoże
śmiertelne ostatecznie je złożywszy... powoli w zapomnienie odprowadził...
A rad byłby starzec latorośl niemal swoją zobaczyć jeszcze, nim tchnienia ostatniego dokona lecz nienawiści pełne i pogardy spojrzenia tylko dostawał w depeszach kondolencyjnych...
Żywot młodzieńczy co starości wizje uznaje za planetę najodleglejszą, tedy młodzieńca do ruiny doprowadzać zaczął boć zachłyśnięty ideą nagłą zawojować świat myślał w dziedzinach nowych a nieznanych, obszarach dopiero odkrywanych, własnym mniemanym sprytem napędzany na wody zbyt odległe się zapuścić zdążył...
a gen zepsuty w sobie nosił...
Kobieta! – mniema się powszechnie - jedynie zwykła być w chwilach takich ostatecznym poratowaniem – takież olśnienie też go opadło... Dojrzała i stateczna zmuszać go jednak jęła do ekwilibrystyki, próżność swą zaspokajając zachodami jego – a miłość co ślepą jest a często nieszczęśliwą zaprzedać wszystko i zatracić siebie, najmłodszemu z braci nakazała... zaś brat niedawno odkryty ani się interesował młodszym swym rodzeństwem samego go sobie pozostawiając... bywa, że układ iście z markiza de Sade, pomiędzy kochankami się zawiązuje... i szczęśliwość niejaką odnajdować w tym strony się być wydają...
Aż ostatecznie matrona zacna stwierdziwszy, iż warunki jej wszystkie i zachcianki, kochanek jej spełniać jest w stanie bez cienia niechęci i z lubością, bo w opiekuńczych dłoniach istnieć jedynie na tym swiecie potrafi...
Więc ostatecznie, zalotów jego odrzucić niepodobna... Chyba, żeby mu kazać skrzydlatego złotorożca z krainy chochołów najodleglejszej przywie?ć?
Lecz tchnienia jakieś, czy złowrogie cienie, jak w Hamletowej scenie, zza grobu już trawą porosłego to krążyć wkoło poczynają to znów na chwilę się chowają...
i koła większe zataczając już to w królową uderzają, już to wśród gońców popłoch budzą... a każdy widzi tylko winę cudzą... starzec... w potwornej swej agonii, ostatnim niemal ruchem dłoni, miast skoczka - lwa na pole stawia i z wiadomością pcha do pionka, czy to prawdziwą czy zmyśloną – nikt wszak nie dojdzie – szach obroną, by tuż, być może, przed ołtarzem... z masek obedrzeć podłe twarze...
by ten co widzi bajkę ową pokręcić może raczył głową?..”
|
|
9 maj 2003
|
|
krzysztof gilewski
|
|
|
|
Żałoba i Wspomnienie
kwiecień 5, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Własność rzecz święta cz.2/2
maj 14, 2008
Dariusz Kosiur
|
Lekcje chińskiej ekonomii
marzec 28, 2007
Anna Kaczor
|
Marszałek Sejmu Marek Borowski uważa za nieuzasadnione obawy że sprzedaż ziemi cudzoziemcom oznacza utratę niepodległości Pol
listopad 15, 2002
PAP
|
Lewica, prawica, bęc
wrzesień 7, 2006
Artur Łoboda
|
Konflikt Gruzja - Osetia południowa jako przykrywka dla wojny rosyjsko - amerykańskiej
sierpień 9, 2008
komentator
|
Gdzie są te standarty? - pyta Ryszart Kaliż
marzec 17, 2009
Mirosław Naleziński, Gdynia
|
Wiarus znaleziony w sieci
marzec 1, 2006
Szukacz
|
Talmud, Teologia Wygnania i Megalomania
luty 13, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Manipulacja polityką
czerwiec 9, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas Toronto
|
Bliski Wschód Bez Broni Nuklearnej?
czerwiec 19, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Zrezygnujcie z życia. To będzie kompromis.
wrzesień 26, 2003
|
Spadek prestiżu USA na Bliskim Wschodzie
styczeń 18, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Koncepcja "Rządu Światowego"
luty 18, 2006
zygi zza morza
|
Izraelczycy uzywali broni masowej zaglady przeciwko Palestynczykom
marzec 26, 2003
Jacek Szpakowski
|
Kłamstwo o bezrobociu - kolejny raz powtarzane
maj 8, 2006
|
Odpryski betonu minionej epoki
marzec 4, 2008
Marek Olżyński
|
Kolejna brudna prowokacja Gazety wyborczej :
lipiec 24, 2002
Agnieszka Kublik
|
Rząd zajmie się strategią
Dla polskiego sektora energetycznego śmierć
styczeń 24, 2003
Adam Zieliński
|
Aksjomaty Polskości
listopad 7, 2006
Artur Łoboda
|
więcej -> |
|