|
Szkodliwa nadgorliwość
|
|

Ułatwienia dla cudzoziemców w zakupie polskiej ziemi, forsowane przez postkomunistyczny rząd, wybiegają ponad to, do czego zobowiązuje nas traktat akcesyjny. W nowelizacji do ustawy z 1924 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaproponowało, by cudzoziemiec mógł nabyć dowolną liczbę tzw. drugich domów, a każdy wraz z działką o powierzchni do pół hektara. Co więcej, resort postulował, by obcokrajowiec mógł to zrobić już w chwili akcesji, jeśli tylko w ciągu poprzednich czterech lat zdarzało mu się bywać w Polsce. Dodatkowo rząd wniósł o przyznanie cudzoziemcom prawa swobodnego nabywania garaży, zaś w przypadku banków zagranicznych chciał stworzyć im możliwość przejmowania gospodarstw za długi, bez ograniczeń powierzchni. Część z tych "nadprogramowych" pomysłów udało się jednak usunąć z projektu dzięki zaangażowaniu i kompetencjom jednego z opozycyjnych posłów, nie będącego członkiem sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Za rządowymi propozycjami opowiedziały się kluby: Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.
Przygotowana w resorcie ministra Krzysztofa Janika (MSWiA) nowelizacja ustawy dotyczącej sprzedaży ziemi cudzoziemcom według rządowych deklaracji miała dostosować ustawę do wyników negocjacji z UE i zapisów traktatu akcesyjnego. W rzeczywistości jednak rządowy projekt poszedł dalej niż traktat, dając cudzoziemcom takie możliwości nabywania polskiej ziemi, jakich nikt w UE od Polski nie wymagał.
Traktat akcesyjny wprowadza pięcioletni okres przejściowy na swobodny zakup tzw. drugich domów przez cudzoziemców, ale nie dotyczy to obcokrajowca, który "nieprzerwanie mieszkał w Polsce przez 4 lata". Taka osoba może bez zezwolenia zakupić posiadłość. Rząd tymczasem zaproponował w nowelizacji jeszcze więcej, tzn. aby nabywanie przez cudzoziemców tzw. drugich domów nie było ograniczone ilościowo, tj. by każdy mógł kupić dowolną liczbę posiadłości, z których każda może sięgać 0,5 ha. Przedstawiciele MSWiA upierali się przy swojej propozycji, odrzucając pomysł Jerzego Czerwińskiego (Ruch Katolicko-Narodowy), by ograniczyć areał do 0,1 ha. Poseł UP z Kalisza Marian Janicki zaproponował nawet, by zwiększyć tę powierzchnię do 1 hektara, co na szczęście komisja odrzuciła. Według wiceministra spraw wewnętrznych Tadeusza Matusiaka, działka o wymiarach 50 na 100 m nie jest za duża na tzw. drugi dom dla cudzoziemca, a przyjęcie ograniczenia 0,5 ha wynika ze "zdrowego rozsądku rządu", który uznaje "życiowe potrzeby" nabywców. Jednak pod wpływem trafnych argumentów Czerwińskiego strona rządowa zdecydowała się wreszcie ustąpić i zgodziła się na wprowadzenie zapisu, że powierzchnia wszystkich nieruchomości kupionych przez cudzoziemca jako "drugie domy" nie może przekroczyć 0,5 ha. Rząd chciał też zrobić prezent tym cudzoziemcom, którzy okresowo mieszkają w Polsce: zaoferował im swobodne nabywanie "drugich domów" bez konieczności "nieprzerwanego" zamieszkania w naszym kraju (słowo "nieprzerwanie" po prostu wyparowało z ustawy, choć w traktacie akcesyjnym jest obecne). - Czy wystarczy, jeśli w ciągu 4 lat bywali tu w delegacji? - ironicznie pytał poseł Czerwiński. Tu także udało mu się przeforsować poprawkę wprowadzającą wymóg "nieprzerwanego" zamieszkania w Polsce.
Kolejnym "nadprogramowym" pomysłem resortu było umożliwienie zagranicznym bankom swobodnego przejmowania dowolnych obszarów ziemi rolnej za długi. W tym wypadku także, niby przypadkowo, znikło z ustawy sformułowanie, że bank może bez zezwolenia zająć tylko do 1 ha ziemi rolnej. Na szczęście Czerwiński i tym razem zdołał nakłonić rząd do zmiany stanowiska. Swoją trafną argumentacją po prostu zapędził adwersarzy w kozi róg. W pewnym momencie na sali zapadła długa cisza: to wiceminister, dwaj dyrektorzy i wspomagający ich radca prawny z MSWiA nie potrafili odeprzeć logicznych zarzutów posła.
W trakcie posiedzenia sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, pracującej nad nowelizacją ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, doszło zatem do wydarzenia bezprecedensowego: jeden, ale za to znakomicie przygotowany poseł opozycji zdołał przekonać do trzech poprawek korzystnych dla polskich interesów nie tylko samą komisję, ale również uczestniczących w posiedzeniu przedstawicieli rządu, którzy byli inicjatorami zmian w ustawie. W sejmowej praktyce, sprowadzającej się z reguły do przegłosowania opozycji przez obóz rządzący bez względu na merytoryczne argumenty, wspomniana sytuacja jest czymś wyjątkowym. Tym bardziej że projekt, nad którym pracowano, dostosowywał polskie prawo do traktatu akcesyjnego. Posłem, który zdołał skutecznie stawić czoła całej parlamentarno-rządowej "maszynce do głosowania", był właśnie Jerzy Czerwiński (RKN), parlamentarzysta z Opolszczyzny, który nad wspomnianą ustawą pracował "z potrzeby serca", ponieważ nie jest członkiem komisji administracji.
Niestety, kilka ważnych poprawek przepadło, wskutek czego podarowano w projekcie cudzoziemcom m.in. prawo do swobodnego zakupu garaży, choć nie wymaga tego traktat akcesyjny. Przepadły również wszystkie poprawki posła Stanisława Zadory (LPR), zmierzające do zachowania ziemi w polskich rękach. Po nowelizacji ustawy z 1924 r. zakup ziemi przez cudzoziemców bez zezwolenia stanie się regułą, a nie wyjątkiem. Projekt zyskał w głosowaniu poparcie SLD, PO, a nawet PiS. Tylko posłowie LPR głosowali przeciwko nowelizacji (RKN nie ma w komisji swojego posła). Posłowie innych klubów nie pojawili się na posiedzeniu.
- Nie ma żadnej logicznej przesłanki, aby liberalizować obrót ziemią w większym zakresie, niż tego wymaga traktat akcesyjny - powiedział nam poseł Czerwiński. - Poza tym po co uchwalać tę ustawę już teraz, w sytuacji, kiedy Unia łamie traktat akcesyjny, a pozycja Polski staje się coraz słabsza? Czy nie lepiej zostawić ją sobie jako środek nacisku na Unię? Przecież tak naprawdę zależy im tylko na polskiej ziemi... - twierdzi poseł.
Za przygotowanie tego "nadgorliwego" projektu rządowego ponosi odpowiedzialność wiceminister Tadeusz Matusiak. Jego współpracownikami byli dyrektorzy Jan Schoen i Marcin Wereszczyński oraz mecenas Arkadiusz Bereza.
Małgorzata Goss
|
|
12 styczeń 2004
|
|
Nasz Dziennik
|
|
|
|
Embargo na prawdę
kwiecień 12, 2003
Adam Kruczek
|
Prawo i bezprawie
październik 17, 2007
Artur Łoboda
|
Do prostego człowieka
luty 28, 2003
Julian Tuwim
|
Kwestie wiary
listopad 6, 2007
Artur Łoboda
|
Narodowa poprawność
lipiec 21, 2008
Artur Łoboda
|
Awantura wokół Rynku Głównego
luty 5, 2006
Gazeta Krakowska
|
Autograf szczęśliwej Motylii
październik 31, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
|
Pikieta z balonikiem.
Antyunijne, choć niebieskie
marzec 3, 2003
http://dzisiaj.dziennik.krakow.pl/
|
Pedofile
wrzesień 12, 2004
Sobczak i Szpak
|
"Patriotyzm jutra"
marzec 24, 2006
www.krakow.pl
|
Czy głupie prawo to jeszcze prawo?
styczeń 27, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
|
hołota i żydohołota
maj 12, 2005
Artur Łoboda
|
Euroentuzjaści czyli strach przed wolnoscią
kwiecień 30, 2003
przesłała Elżbieta
|
"Czy Papież przeprosi ofiary Solidarności" (2)
listopad 14, 2003
Leszek Skonka
|
Jak kali.... to ?le, jak Kalego..........
lipiec 16, 2002
PAP
|
Jest szansa dla Polski. Nawet użyteczni durnie zaczynają myśleć
wrzesień 9, 2008
|
Wstydliwa relikwia
czerwiec 24, 2007
|
Uniki jako strategia obronna
sierpień 14, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
|
Indeks ksiąg zakazanych
maj 5, 2008
Artur Łoboda
|
Imam Chazbijewicz: wizyta papieża wzmocniła państwo polskie
sierpień 19, 2002
PAP
|
więcej -> |
|